Wspomnienie: Barbara Hoffman 1938 – 2013. Pani Basia, wirtuozka od chóru.

            Wkrótce minie kolejna rocznica śmierci Barbary Hoffman, długoletniej dyrygentki międzyparafialnego chóru kościelnego w Grodzisku.

Dzisiaj trudno określić jak długo związana była z chórem, bez którego nie sposób sobie wyobrazić ważne święta kościelne w mieście. Na pewno było to ponad 40 lat, pomimo dokuczliwej choroby, z którą zmagała się o wiele dłużej. Przez cały okres działalności prowadziła chór wyłącznie charytatywnie i społecznie, a próby odbywały się nawet 3 razy w tygodniu.

            Pisząc notkę wspominkową o pani Barbarze Hoffman, nie sposób być pewnym /co podkreśla rodzina/ – czy życzyłaby sobie publicznych pochwał za wkład i zaangażowanie dla lokalnej społeczności? Znana bowiem była ze swej dużej skromności i nie robienia czegoś tylko na pokaz. Wręcz przeciwnie. Czyniła wiele, jako osoba głębokiej wiary, w przekonaniu, że tak się należy – bez żadnego rozgłosu. O wielu działaniach nie wiedziała nawet jej najbliższa rodzina. O niektórych dowiedziała się dopiero po śmierci. Jakże więc nie pasuje jej wizerunek do dzisiejszych czasów, gdy wyścigi na fotki i selfie w mediach towarzyszą najmniejszej sprawie społecznej. 

Pani Basia od chóru

            Nasza Pani Basia Kochana – tak do dnia dzisiejszego wypowiadają się niektórzy chórzyści o  swojej nieżyjącej dyrygentce. Czasem, byli podopieczni, zbierają się nad jej grobem na grodziskim cmentarzu i śpiewem oddają hołd. Innym razem składają na płycie róże.

            Okres największego rozwoju i świetności chóru parafialnego, a potem międzyparafialnego /powołanie nowej parafii pw. NSPJ w kościele poewangelickim/, przypadł na lata posługi w Grodzisku proboszcza ks. Kazimierza Ciszewicza. Pani Barbara dyrygowała chórem, a mąż Tadeusz został nieformalnym fotoreporterem nowo powstającej parafii. W tym czasie chór dużo koncertuje na pielgrzymkach, a ukoronowaniem był występ w kaplicy Matki Boskiej Częstochowskiej podczas odsłonięcia cudownego obrazu.

            Kilkukrotnie próbowała przekazać prowadzenie chóru. Członkowie grupy jednak nie wyobrażali sobie, że chór może istnieć bez „pani Basi”. Dla wielu była kimś o wiele więcej. Jako dobry duch praktycznie do śmierci towarzyszyła zespołowi. Często można było spotkać dystyngowaną panią w kapeluszu na ul. 3 Maja, z trudem poruszającą się o kuli, otoczona grupką kobiet w rożnym wieku, z których jedna niosła jej futerał ze skrzypcami. 

Wirtuozka i malarka 

            Pani Barbara urodziła się w Grodzisku. Pochodziła z rodziny o artystycznych talentach. 

Maria, mama dyrygentki, tworzyła czarno – białe alegoryczne grafiki o tematyce religijnej, które wzbudzały duże zainteresowanie i były cenne ze względów artystycznych. Jednak niewiele jej prac zachowało się dziś w mieście.

            Przyszła dyrygentka ukończyła średnią szkołę muzyczną w Poznaniu, ze specjalnością skrzypce, jako instrument wiodący, pod okiem prof. Marii Schreiber. Ukończyła też grę na fortepianie i dyrygenturę. Po wyjściu za mąż nie kontynuowała dalszej kariery muzycznej, ku niezadowoleniu swojej mentorki, która twierdziła, że – przez ślub, straciła swoją najlepszą wirtuozkę w karierze. Później, była uczennica wraz z mężem, opiekowała się schorowaną nauczycielką do końca jej życia. 

Pani Basia z mężem Tadeuszem

            Po ślubie, razem z mężem prowadziła znany w Grodzisku rodzinny zakład fotograficzny. Nie zapominała jednak o swojej największej pasji – muzyce. Przez krótki okres uczyła muzyki w grodziskim Liceum, gdzie spotkała się z prof. Walerią Milczyńską, prowadzącą chóry szkolne. 

            Uczyła dzieci gry na skrzypcach w ognisku muzycznym, udzielała również lekcji prywatnych. Dawny uczeń Kazimierz Bauman jest dzisiaj członkiem orkiestry symfonicznej w Poznaniu.                             

            Najważniejszą rzeczą w życiu dla niedoszłej wirtuozki była rodzina. Pasjonowała się baletem, filmem i przejażdżkami autem wraz z mężem, po drogach i bezdrożach okolicznych powiatów. Odpoczywała przy malowaniu obrazów o tematyce religijnej, scen rodzajowych i sielskich widoków. Lubiła spotkania w kawiarnii z dobrymi znajomymi i słodycze, szczególnie „bezę”.  Zmarła po krótkiej chorobie 17 grudnia 2013 roku. 

Andrzej M. Mańkowski

CZYTAJ DALEJ:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.