Krystyna Kurek drobiowe grodzisk

Wspomnienie

DZISIAJ MAMY ŚWIĘTO…  Nieważne ile zawistnych, obraźliwych, kłamliwych słów wyplują specjaliści od spiskowej teorii dziejów, od naginania historii do własnej wizji świata. 30 lat temu „skończył się w Polsce komunizm” i tego nic już nie zmieni!

Dobrze pamiętam ten dzień…  W niewielkim mieście zebranie ludzi dla idei, niosącej z sobą ryzyko nieciekawych konsekwencji nie jest łatwe. Tu prawie wszyscy się znają, a rodzinne, zawodowe, towarzyskie powiązania wpływają na, często niezrozumiałe dla postronnych, decyzje. A jednak udało mi się skupić w Komitecie Obywatelskim grono osób godnych zaufania, w większości członków i działaczy NSZZ”S”, która w Grodzisku Wlkp. działała aktywnie od 1980 roku. Od nauczycieli, lekarzy, po mechaników i rolników indywidualnych… Pamiętam też dzwonek do drzwi i postać obcego mężczyzny w mundurze [na szczęście leśnika!], który przedstawił się prosząc o sprawdzenie jego tożsamości i opozycyjnego życiorysu w poznańskim KW „Solidarności”.  Oboje rozumieliśmy dwuznaczność sytuacji, więc zrobiłam to, zyskując w ten sposób jednego z najaktywniejszych członków grupy. Były i rozczarowania, byli i tacy, którzy zasłaniali się różnymi dziwnymi powodami, żeby tylko usprawiedliwić swoją odmowę, a którzy ochoczo zgłosili się do współpracy… po ukonstytuowaniu się rządu T.Mazowieckiego.

Potem było, jak pewnie wszędzie… Przygotowywanie wyborów, niekoniecznie zgodnie z „jedynie słuszną linią partii i rządu” to działania i przemyślane i intuicyjne, i „machanie szabelką” i „praca na ugorze”, często na zasadzie… a nuż się uda! I udawało się! Współpraca z okolicznymi Komitetami, wizyty z materiałami propagandowymi w pobliskich kościołach, bo nic wtedy nie dawało takiej gwarancji powodzenia na wsiach, jak poparcie miejscowego proboszcza, akcje propagandowe w zakładach pracy, gdzie bywało różnie, ale najczęściej spotykało się z mniej lub bardziej widocznym entuzjazmem, no i plakaty, plakaty, ulotki, ulotki… To rozlepianie , głównie nocą, plakatów, oczywiście bez pozwolenia, kombinowanie, gdzie powiszą, a gdzie zostaną zerwane dawało sporą dawkę trochę szczeniackich emocji, ale było i niezłą zabawą! Nie mieliśmy ani stałego lokum, ani środków transportu, nie było [NIEMOŻLIWE!!!]  internetu ani telefonów komórkowych, za to stacjonarne często na podsłuchu, a jednak… udawało się! Do dziś leży w mojej piwnicy ostatnia porcja plakatów, którą przywieziono w nocy z 3 na 4-tego czerwca i której ze względu na ciszę wyborczą nie można już było rozwiesić. Leży, bo… jakoś żal wyrzucić…

No, i niedziela, dzień wyborów, emocje sięgają zenitu! Mój mały pokoik mieści nasz „sztab wyborczy”. Siedzimy z Jackiem P. przysłanym przez KOWP i zbieramy wiadomości z lokali wyborczych, wpadają członkowie komisji, mężowie zaufania, ruch jak na dworcu kolejowym… Jacek wysyła zaszyfrowane wiadomości do Poznania, w miarę upływu czasu odsłuchujemy zmieniające się komunikaty w Radiu „Wolna Europa”, mając satysfakcję z tego, że są tam i dane z naszych „lokali”! Jeden z takich komunikatów jakimś cudem dochował się u mnie…:

Nie pytajcie, o co tam chodzi, bo ja też nie wiem…

Pogoda była wyjątkowo piękna, słonecznie, ale nie tak gorąco jak dzisiaj… W pewnym momencie postanowiliśmy odetchnąć i poszliśmy na spacer w pole, za miasto… Pewnie dzięki temu dotrwaliśmy do końca dnia…

I tak minął dzień, który rok temu telewizyjne „Wiadomości” określiły jako „symbol zdrady i zmowy elit”…

Ewa Tomczak

Wybrane dla Ciebie

Autor: PGO24