Szymon Hołownia – O pomaganiu poprzez słuchanie, egzekucji dziecka i związanych z tym wątpliwościach

           Owacjami nagrodzili słuchacze Szymona Hołownię na koniec prelekcji w piątkowy wieczór. W grodziskim kościele poklasztornym z pasją opowiadał o swojej drodze i filozofii w czynieniu dobra „dobrze”.

Katolicki publicysta przez trzy godziny, przy wypełnionej świątyni, opowiadał o dwóch fundacjach niosących pomoc w Afryce i wynikających z tego „dobrach”. Mówił o finansowym wymiarze niesienia pomocy, problemach, wewnętrznej walce duchowej, sensie i nadziei poprzez pomaganie drugiemu człowiekowi.

           Autor kilku książek o relacjach współczesnego świata i chrześcijaństwa opowiedział o pasji dobroczynności, która ma sens, gdy „ma konkretne oczy, ma twarz, dotyczy konkretnej osoby”. Wielkie hasła walki z patologiami sprawiają wrażenie, że moja pomoc, moje pieniądze nic nie znaczą, wpadają do wielkiego wora i nie widzimy efektu pomocy. Natomiast wpłacając na pomoc dla osoby, rodziny czy mały projekt widać efekt tej pomocy, zgodnie z filozofią „małych pięciocentymetrowych kroków”. 

Pomaganie to nie męka wyrzeczenia, ale szczęście płynące z tego, że zyskuje się kompletnie nowy wymiar – głosi fundator fundacji Kasisi, która wspiera sierociniec dla 200 dzieci w Zambii.

Słuchać i po pierwsze nakarmić

           Pomoc ma konkretną twarz. Należy słuchać potrzebującego co mówi, czego potrzebuje, a potem pomagać. Najpierw trzeba nakarmić, przywrócić sens, zaopiekować się dzieckiem, człowiekiem po traumatycznych przeżyciach, a dopiero potem ewangelizować.

            Można pomóc wysyłając keyboardy dla afrykańskich dzieci, tylko czy to ma sens, gdy dzieci te w pierwszej kolejności potrzebują jedzenia i bezpieczeństwa? 

           Pomaganie ludziom to często tylko przywracanie człowieczeństwa, bez oczekiwania wdzięczności – porywał słuchaczy tezami.

           Może po to pan Bóg dał nam jeszcze jeden dzień życia, abyśmy mogli komuś pomoc? – poruszał słuchaczy retorycznie, żeby dzięki mam jeden człowiek na świecie poszedł dziś zadowolony spać. Może po to pan Bóg daje nam szansę jeden dzień dłużej, abyśmy jeszcze jednego człowieka uratowali? – zwracał się do zebranych.

Wątpliwości ewangelicznego radykała

           W Ewangelii, w niesieniu dobra, nie ma rozróżnień. Jeśli pomagamy w obozie dla uchodźców, w ewangelicznym zapisie nie ma gwiazdki, odnośnika, że „nie dotyczy muzułmanów”. Słowa Ewangelii są proste, ale trudne do wykonania, gdyż trzeba je przyjąć z całym radykalizmem. Tylko wtedy działają w naszym życiu. Choć, jak przyznał fundator, czasem można mieć wątpliwości. Gdy widzi się film z  egzekucji małego dziecka, niemal niemowlęcia, czy można nie mieć wątpliwości, że ten świat, cały ten eksperyment nazywany ludzkością należałoby skończyć?

Nie wiem, czy ten świat zasługuje na to, żeby istnieć, w tym wymiarze. Gdybym ja był na miejscu Pana Boga skończyłbym ten projekt już dawno… . Ale z jakiś nieznanych powodów Pan Bóg utrzymuje jeszcze ten świat … – kontynuował.

Może właśnie w pomaganiu i czynieniu dobra jest sens, dzięki garstce sprawiedliwych? – odniósł się do swoich wątpliwości mówca, posługując się ulubioną biblijną przypowieścią o targującym się z Bogiem Abrahamie.

Autorytety chrześcijańskiego wegetarianina

           Szymon Hołownia, kiedyś nie zawahał określić siebie „lewacką kozą”. Odpowiedział w ten sposób na zarzuty radykalnych kręgów Kościoła, gdy ogłosił, że jest wegetarianinem z ewangelicznych pobudek, wydając książkę pt. Boskie zwierzęta. Przez słuchaczy był pytany nie tylko o wegetarianizm, ale o swoje autorytety. Zaliczył do nich siostrę Małgorzatę Chmielewską, jałmużnika papieskiego kardynała Konrada Krajewskiego i papieża Franciszka. Dlaczego? Nie są ludźmi wolnymi wad i pomyłek –

 … wystarczy popatrzeć na niektóre nominacje biskupie papieża… – przekonywał S. Hołownia.

-Są jednak osobami autentycznymi, którzy potrafią przyznać się do błędu i nieść pokornie ewangeliczny wymiar człowieczeństwa.

A2M

Wybrane dla Ciebie