Studnia Świętego Bernarda- królowa grodziskich studni

Dzisiaj już nie pamiętamy, że jeszcze trzydzieści lat temu ogromnym problemem naszego miasta było zaopatrzenie w wodę. Praktycznie do końca lat siedemdziesiątych XX wieku Grodzisk posiadał jedynie znikomą sieć wodociągową i kanalizacyjną, a większość wody dostarczanej dla mieszkańców pochodziła z dwunastu publicznych studni i ponad stu studni rozmieszonych na prywatnych posesjach.

Jakość tej wody była delikatnie mówiąc „średnia” i systematycznie pogarszała się ze wzrostem zanieczyszczeń wód gruntowych.

Do jednych z dwóch studni znajdujących się na Starym Rynku należała Studnia Św. Bernarda – którą śmiało można nazwać „królową grodziskich studni”. Jej wielopokoleniowa sława związana jest z jedną z najpiękniejszych legend Grodziska, którą bardzo chętnie przekazują sobie mieszkańcy miasta.

„Historia podaje, że w pierwszych latach XVII wieku przechodził ojciec Bernard przez Grodzisk. Było to w okresie, kiedy całą ówczesną Wielkopolskę ogarnęło, „morowe powietrze”. Przetaczająca się zaraza, za którą pozostawała tylko śmierć, dotarła również do Grodziska. Ogarnęło go przerażanie na widok jaki zobaczył ojciec Bernard po wejściu do miasta. Wśród duszącego dymu palących się liści, leżały trupy mieszkańców, których nikt nie chował. Ci, co ocaleli gromadzili się wokół Kościoła, prosząc Boga o pomoc. Rozpacz była tym większa, że w mieście zabrakło wody. Wszystkie źródła zostały zatrute, a największa studnia na Rynku, służąca piwowarom do produkcji piwa, pozostawała wyschnięta. Widząc to wielkie nieszczęście, miał paść ojciec Bernard na kolana i prosić Boga o pomoc. Następnie poszedł na Rynek, gdzie nad pustą studnią uczynił znak krzyża. W tej samej chwili studnia zaczęła się napełniać wodą. Jak podaje legenda woda była nie tylko czysta, ale posiadała dziwną siłę, która ratowała tych wszystkich, którzy ją pili. Wielka radość ogarnęła mieszkańców Grodziska, bowiem już wkrótce zaraza ustąpiła za sprawą cudownej wody. Szybko właściwości świeżej wody docenili miejscowi piwowarzy, produkując odtąd piwo wyjątkowej jakości”.

I choć ojciec Bernard z Wąbrzeźna, do którego odnosi się wspomniana legenda nie jest jeszcze świętym, to jednak w Grodzisku potrafiono już wcześniej docenić jego zasługi i odpowiednio go tytułować. Warto w tym miejscu dodać, że do połowy XIX wieku wszystkie istniejące browary czerpały wodę do produkcji piwa tylko z tej studni. Miasto za jej eksploatację pobierało duże opłaty, które w całości przeznaczano na edukację szkolną. Sytuacja zmieniła się w drugiej połowie XIX wieku, kiedy powstające nowe browary zaczęły pobierać wodę z własnych studni. Doprowadziło to nawet do sporów między poszczególnymi browarami, które uważały, że nazwa „piwo grodziskie” przysługuje jedynie tym, które są warzone na wodzie ze Studni św. Bernarda.

Ze Studnią Św. Bernarda związane są także liczne ciekawe historie. 25 czerwca 1869 roku miał miejsce wypadek z udziałem burmistrza Baentscha. Podczas rutynowej kontroli studni wpadł do środka. Poziom wody był niski i dlatego spadł na głębokość ponad 5 metrów. Przy pierwszej próbie wyciągnięcia burmistrza pękła lina i dopiero po jakimś czasie udało się sprowadzić odpowiedni sznur. Osłabiony i wycieńczony burmistrz musiał spędzić kilka dni w katolickim szpitalu. Podobno nie był to pierwszy wypadek, podczas którego ktoś wpadł do studni. Otwór studzienny był zasłaniany jedynie drewnianymi klepkami, a wodę do picia czerpali z niej również mieszkańcy Grodziska. Początkowo do czerpania wody służył żuraw, a następnie kołowrót.

Nieszczęśliwy wypadek skłonił władze miejskie do przygotowania obudowy studni. Dokonano tego z inicjatywy jednego z właścicieli grodziskich browarów Theodora Grünberga, którego browary znajdowały się na ulicy Przykop i Stary Rynek. Był on również wieloletnim członkiem rady miasta. Obudowa powstała około 1880 roku w stylu włoskim równolegle z budową jego własnej willi przy ulicy Przykop i Świętego Bernarda.

Inna historia związana jest z dniem wyzwolenia Grodziska spod okupacji hitlerowskiej. Podobno we wnętrzu studni ukryci byli żołnierze niemieccy z radiostacją, którzy powiadomili swoje dowództwo o spontanicznym wiecu mieszkańców miasta i żołnierzy radzieckich. Następstwem był tragiczny nalot na miasto, podczas którego zginęło wielu mieszkańców i żołnierzy radzieckich.

Na zdjęciach: Studnia Świętego Bernarda na Starym Rynku w latach 60-tych XX wieku, a przy niej prawdopodobnie pani Napierała  mieszkająca wówczas w Pasażu. Na uwagę zwraca sposób ustawienia wiader, który umożliwiał przelewanie wody z górnego wiadra do dolnego bez potrzeby ich przestawiania.

Dariusz Matuszewski

Darmowa aplikacja na androida. Aktualne informacje i komentarze z PGO24 na Twoim smartfonie.Aplikacja PGO24

Polub PGO24 na Facebooku, aby być na bieżąco!

Więcej filmów z PGO24