Skarb i karabin, czyli rozbiórka kamienicy wzbudzająca ciekawość mieszkańców Grodziska

Ciekawe co teraz tu będzie – pytała, chyba samą siebie, starsza pani prowadzona przez młodą kobietę w kierunku kościoła farnego.

Rozbiórka kamienicy pomiędzy Starym Rynkiem, a ul. kan. C. Tuszyńskiego wzbudza dużą ciekawość.

W dzień budynek okupują pracownicy rozbierający mury, wieczorami ciekawscy urządzają sesje fotograficzne ruin. Baczny obserwator zauważy, że od ponad 3 tygodni, wraz topniejącymi murami, odsłania się majestat kościoła pw. Św. Jadwigi, widziany ze Starego Rynku. Na naszych oczach coś znika, coś odsłania, ale też coś powstanie. Pytanie co?

            Przez lata po obu stronach kamienicy mieściły się różne instytucje. Najsłynniejsza w kraju była działalność pana Adamczaka, który chyba jako jedyny w Polsce ręcznie produkował drewniane lekarskie chodaki. Mieszkał tutaj grodziski oryginał, powszechnie zwany Szczepanem, który po całym mieście i parku zbierał butelki. Potem je sprzedawał. Zazdrośni opowiadali o jego fortunie zarobionej na pijakach. Z drugiej strony była kiedyś stolarnia, specjalizująca się w sprzedaży trumien, rozlewnia gazu w butlach, kwiaciarnia, a na końcu zakład pogrzebowy.                                         

            Kilkanaście miesięcy temu cześć posesji spłonęła. W tym rejonie miasta jest to historyczne przedłużenie wątpliwej tradycji klęsk pożaru. Płonęła dzisiejsza ulica Mickiewicza, którą ogień  strawił niemal doszczętnie, kawałek dalej pożar piekarni i składu drewna spowodował upadek figury św. Floriana z kościoła, nie wspominając o ostatnich spalonych domach podcieniowych na rynku, tuż przed wybuchem wojny. Jakieś fatum?


Kilkanaście miesięcy temu cześć posesji spłonęła.

            Panie, dobrze, że rozbierają, bo tu się melina już zrobiła. Latem na schodach pili, a jak im zwróciłeś uwagę, to przenosili się do środka. „Pety” rzucali gdzie popadnie. Jakby im co na łeb spadło

– opisuje siarczyście mężczyzna w dziwnej czapce.

Niestety, uliczne imprezowanie, to też tradycja tego miejsca. Przez lata ciemna uliczka wykorzystywana była jako miejsce picia alkoholu lub toaleta pod chmurką.

Ja tam z mężem mieszkałam tutaj ponad 2 lata. Właściciel co rusz podnosił nam czynsz, zawsze było pełno butelek i zasikane wejście. Warunki były tragiczne, więc w końcu podjęliśmy z mężem decyzję o przeprowadzeniu się do teściów, z postanowieniem budowy nowego domu

– wspomina była lokatorka, dziś już szczęśliwa posiadaczka nowego domu w nieodległej miejscowości, poruszona znalezionym karabinem.

Może galeria, ale skarb w tym miejscu….

– odpowiada z uśmiechem pytana o to, co tutaj może teraz powstać i czy jakiś skarb kryje się w murach.

            Wielu grodziszczanin obserwuje rozbiórkę karmiąc się ciekawością, a może opowieściami o ukrytych skarbach, jakie to podobno kryją wszystkie okoliczne stare budynki, szczególnie w okolicy kominów.

Grupka stojących obserwuje jak ciężka koparka rozwala stare gliniasto – ceglaste mury. Ktoś pyta robotnika zatrzymującego ruch

Czy coś ciekawego znaleziono?

Nic ciekawego!

– odpowiada z tajemniczym uśmiechem. Po dwóch dniach okazuje się, że w gruzowisku wykopano stary karabin. Wydarzenie tak sensacyjne, że informacja o nim wkrótce okrasiła tytułową stronę w świątecznym wydaniu lokalnej prasy.

To stary karabin Mannlicher, jeszcze z końca XIX wieku

mówi o znalezisku znawca dawnej broni, radny Dariusz Matuszewski

– w taką broń uzbrojona była „błękitna armia” gen. Hallera, ale już wtedy była wymieniana na lepszy model.

            Mało kto pamięta, że tuż po odzyskaniu niepodległości słynni „hallerczyczy” defilowali w Grodzisku, przed swoim dowódcą na ulicy Żwirki i Wigury.

Skąd taka broń w murach kamienicy?

Kustosz izby muzealnej dedukuje, że tuż przed II wojną działały różne organizacje paramilitarne, które wykorzystywały stare „mannlichery” do ćwiczeń. Co ważne, ich członkowie często przechowywali broń w domach. Pewno takim sposobem stary karabin zachował się w kamienicy.

Czy można uznać ten karabin za skarb, pytam kustosza?

Hahaha – zaśmiał się – może gdyby koparka go nie uszkodziła, ale teraz to złom – podsumowuje.

Sprawdzam na popularnym portalu aukcyjnym, czy to skarb. Rzeczywiście jest jeden model, sprzedawany jako replika, sporo oryginalnych części i amunicja za całe 100 zł za 5 sztuk.

            Popatrz na te belki, jakie jeszcze zdrowe, a mają chyba z 200 lat, bo to drzewo nie odżywicowane. Ale to by się paliło, ale jak to pociąć?

– wskazuje na potężne belki pan Marek, który jak sam twierdzi czasem „patroluje” teren wokół rozbiórki. Czy znalazł jakieś skarby?

Tutaj wykopano pełno takich starych różnych butelek po lekarstwach i środkach chemicznych. Żona mówiła, choć ona tego nie pamięta, że mieszkał tutaj aptekarz i robił leki. Skarbów, nikt tutaj nie szuka, jedynie pijaki zrobiły sobie skład i zasypują wieczorami gruzowisko pustymi flaszkami. Zresztą, tutaj jest kamera, to nikt nie będzie chodził i szukał skarbu w gruzowisku, ale chyba nieczynna. Dla mnie największym skarbem byłby ten kawał ziemi, w centrum miasta. Jak stały mury to nie wyglądało, ze to taki kawał ziemi. Ciekawe są tamte łuki w piwnicach. Może tam był jakiś skład?

– kończy wywód pan Marek, wskazując na resztki muru od strony rynku.

            Parking podobno ma powstać, prowokuje pana Marka, zasłyszaną plotką miejską. Gdzie, tutaj ?– dziwi się pan Marek.

A co tam jest napisane na tablicy informacyjnej, dopytuję? Nie wiem.

Sprawdzam. Tylko rozbiórka jako inwestycja, ale jest wpisany inwestor.     Próbuje zapytać w sklepie z pieczywem, o kontakt do szefa.

A o co chodzi? – pyta zagadnięta ekspedientka. Chciałbym się dowiedzieć, co powstanie tutaj na miejscu rozbiórki tej ruiny? A to szefa? Nawet nie wiedziałam. Proszę zadzwonić do firmy– kwituje.

Niestety, na telefon do firmy i prośbę o kontakt z szefem, miły, lecz stanowczy, kobiecy głos w słuchawce odpowiada „szefa nie ma, i na razie nie będzie”.

Tak to miejsce wyglądało latem 2011 roku.

A2M

Wybrane dla Ciebie