Tam gdzie rozpoczynało się Doktorowo.

Narożnik ulicy Bukowskiej i Zbąszyńskiej jeszcze na początku XX wieku oddzielany był łańcuchami od pozostałej części miasta.

Dokonywali tego nocni stróże punktualnie o godzinie 22:00, aby podkreślić odrębność Grodziska od przylegającej wioski Doktorowo, która rozciągała w kierunku zachodnim. Łańcuchy wisiały tak do godziny 6:00, a każdy kto w tym czasie chciał wjechać lub wyjechać z miasta, musiał dać coś stróżowi „na piwo” – zapewne grodziskie.

Nie ma co ukrywać, ale przysłowiowe „Junki” z Doktorowa nie bardzo dążyły do połączenia z Grodziskiem, bo to przecież zaraz większe podatki, a przede wszystkim zatracenie własnej tożsamości. Sytuacja dojrzewała przez kilka lat, a ostateczny przełom nastąpił w 1904 roku, kiedy władze miasta obiecały wybudowanie wspólnej szkoły powszechnej dla dzieci z Grodziska i Doktorowa. I tak w 1905 roku powstał gmach dzisiejszego Gimnazjum. Natomiast „królewska kancelaria” zatwierdziła przyłączenie Doktorowa na początku 1905 roku, zwiększając tym samym liczbę mieszkańców miasta z około 4000 do ponad 5300. Jednocześnie zwiększyła się liczebność Rady Miejskiej z 12 do 18 radnych. W wyborach uzupełniających do Rady Miejskiej z dawnego Doktorowa wybrano wówczas właściciela browarów Maxa Steina, mistrza piekarskiego Macieja Nowaka oraz gospodarza Królikowskiego.

Niewielu pamięta, że obecny narożnik ulicy Zbąszyńskiej i Bukowskiej na przełomie XIX i XX wieku należał do mistrza piekarskiego i zarazem właściciela młyna oraz hurtowni – Macieja Nowaka. Pan Nowak był niewątpliwie zacnym obywatelem miasta, wspierającym najróżniejsze inicjatywy społeczne. Zapisał się także podczas powstania wielkopolskiego. Jego ówczesna dbałość o zawartość kotła żołnierskiego potrafiła mu zjednać powszechny podziw i uznanie. Prywatnie był też ojcem Zofii Thum, żony Antoniego Thuma – Dyrektora Zjednoczonych Browarów Grodziskich.

Dla mojego pokolenia narożnik ulicy Bukowskiej i Zbąszyńskiej kojarzyć się będzie zawsze z piekarnią pana Władysława Kruka. Czy pamiętacie Państwo ten zapach snujący się po całej ulicy, przypominający wielkie mączne chleby, kawiorki, bułki wrocławskie, a przede wszystkim „szneki z glancem”? Pamiętam lata szkolne i grudniowe roraty o godzinie 6,00 rano, kiedy rodzice dawali nam kilka złotych żeby w drodze powrotnej kupić sobie „szneki” do szkoły. Co to była za radość i ten niepowtarzalny smak, jakże inny od tych dzisiejszych dmuchanych na proszku „drożdżówek”!

Dariusz Matuszewski

Piekarnia parowa
Piekarnia parowa

Wszystkich zainteresowanych historią Grodziska zapraszamy na nasze strony: https://web.facebook.com/TowarzystwoMilosnikowZiemiGrodziskiej/

Wybrane dla Ciebie