„Ratuszowa”- królowa grodziskich knajp. Sentymentalna podróż po miejscach przyziemnych  uciech.

Grodziska klientela z przełomu lat 70/80- tych  XX wieku przesiadywała często w miejscowych restauracjach i piwiarniach, gdzie najczęściej zapachy z kuchni mieszały się z dymem papierosowym i wonią najróżniejszego alkoholu.

Pamiętam, że ten specyficzny zapach pozostawiał trwałe ślady na ubraniach, podobnie jak w dzisiejszych lokalach gastronomicznych zapach starego oleju po frytkach. Były to prawdopodobnie jedyne instytucje w mieście, w których ruch i klientela dopisywała od otwarcia do zamknięcia.

W tym okresie funkcjonowało w Grodzisku  kilka lokali gastronomicznych. Na Starym Rynku działała restauracja „Ratuszowa”, przy ulicy Zbąszyńskiej znajdował się hotel i restauracja „Grodziszczanka”,  przy ulicy Nowotomyskiej prywatny lokal gastronomiczny „Bistro”, a na  Placu Powstańców Wielkopolskich „Bar Kawowy”.

Na dworcu kolejowym funkcjonował okresowo  bar dworcowy.  Przy Placu Św. Anny działała, jedyna w mieście, kawiarnia -„Mocca”. Natomiast w piwnicy kamienicy nr 13 przy Starym Rynku od strony ulicy św. Bernarda istniała „legendarna” piwiarnia „Zagłoba”, która miała swoją gangsterską ksywę „mordownia”. Był to prawdopodobnie najbardziej podły lokal w  mieście, który cieszył się ogromnym powodzeniem z uwagi ustronne miejsce, przy którym się znajdował. Jako uczniowie od czasu do czasu odwiedzaliśmy ten przybytek- oczywiście w celach szeroko pojętej „edukacji”. Pamiętam jedynie, że przyswajana tam wiedza była często obarczona wielkim stresem, szczególnie wówczas, kiedy w podobnych celach  zjawiali się zacni profesorowie naszego liceum.

Bardzo osobisty i niekiedy intymny stosunek do grodziskich restauracji potrafiła publicznie wyrażać wierna im klientela. Pamiętam jak pewnego razu do zamkniętego już lokalu „Ratuszowa” przy Starym Rynku próbowało się dostać kilku pijanych gości. Jeden z nich  w błagalnym geście i  w postawie klęczącej krzyczał na całe gardło: „Ratuszowa moja miłość”, a ona jednak niewzruszona pozostała  zamknięta.

Grodziska restauracja „Ratuszowa” to niewątpliwie królowa grodziskich knajp, jak to chętnie podkreślał jeden z moich znajomych.  Pisząc kiedyś historię grodziskiej policji natrafiłem na raport milicyjny z 1977 roku o następującej treści:

Restauracja „Ratuszowa” podlega WSS „Społem” Oddział w Grodzisku Wlkp. i jest przy ul. Stary Rynek nr 8. Jest to lokal kategorii III. Lokal jest czynny każdego dnia tygodnia od 8:00 do 22:00 za wyjątkiem poniedziałków , kiedy lokal jest czynny od 8:00 do 18:00. Do restauracji tej schodzą się osoby podejrzane o działalność przestępczą i prowadzące pasożytniczy tryb życia. Często przebywają tam też kobiety posiadające skłonności do prostytucji oraz w stosunku do których istnieje podejrzenie, że okradają mężczyzn będących w stanie nietrzeźwym. W przeszłości były wypadki okradania osób nietrzeźwych, a nawet dokonywania na osobach nietrzeźwych , po wyjściu z restauracji, rozbojów. Miejscowy element podejrzany ma skłonności do grupowania się w tym lokalu, a następnie nawiązywania znajomości z osobami zamiejscowymi i wyłudzania od nich napojów alkoholowych. (…) Personel tej restauracji nie przestrzega ustawy o zwalczaniu alkoholizmu, podając klientom alkohol dopóki nie wprowadzą się one całkowicie w stan nietrzeźwy. Osoby te następnie zasypiają przy stolikach”.

Miejscowe restauracje posiadały także swoje niepowtarzalne historie. Do grodziskich legend przeszło wydarzenie jakie miało miejsce w restauracji „Grodziszczanka”. Znany grodziski „kawalerzysta”, poeta i wyjątkowy żartowniś pan Marian Domagała, zwany powszechnie „Marysiem”, pozazdrościł kiedyś wyczynu generałowi  Wieniawie- Długoszowskiemu i postanowił odwiedzić lokal gastronomiczny z przyprowadzoną na łańcuchu kozą. Przy jednym z najbardziej reprezentacyjnych stolików poprosił personel o przyniesienie dwóch setek wódki, dla siebie i jego czworonożnej przyjaciółki. Posikani ze śmiechu goście lokalu mieli podobno niesamowity ubaw, kiedy personel restauracji i sprowadzeni milicjanci usiłowali siłą wyprowadzić pana Marysia z biegającą po restauracji kozą. Nasz oryginał miał także niesamowity talent poetycki i za darmowego sznapsa mógł na doczekaniu wygłosić  poemat   „O mądrym szczupaku” , czy o „Cienkim plajsterku kiełbasy”, które chętnie recytował także  w kolejkach sklepowych. Niestety całość twórczości pana Marysia gdzieś przepadła, będąc jedynie przekazywana z ust do ust. Natomiast dzięki uprzejmości pana Piotra Kandulskiego udało się ocalić od zapomnienia fragmenty dość popularnego dzieła „O pchełce”, który za panem Marysiem recytowało „pół Grodziska”.

 

„Maleńką pchełką chciałbym być,

W jedwabnych majtkach skakać,

Piękne Panie po pupciach gryźć,

a One wstydziłyby się drapać….”.

 

No cóż, mogę jedynie wszystkich zapewnić, że był to jakby prolog  jego poematu, po którym pan Maryś Domagała pikantnie się rozkręcał.

Na zdjęciach: restauracja Ratuszowa w latach 70-tych i przeurocze kelnerki w charakterystycznych strojach. Od lewej stoją: pani Krystyna Stachowiak i  Melania Dziubała oraz pani Pawlik.

 

Darek Matuszewski

 

Wszystkich zainteresowanych historią Grodziska Wielkopolskiego zapraszamy na nasze strony: www.facebook.com/TowarzystwoMilosnikowZiemiGrodziskiej/.

 

Szwarc Wielichowo

Wybrane dla Ciebie

Darmowa aplikacja PGO24 na androida. Aktualne informacje i komentarze na Twoim smartfonie.PGO24

Polub PGO24 na Facebooku, aby być na bieżąco!