Profesor uratował życie dziecka przez telefon. Żyć będzie z połową serca. [video]

           Maja jest tryskającym energią prawie trzyletnim dzieckiem, o dużych żywych oczach. Razem z siostrą Michaliną radośnie bawią się w mieszkaniu.

Postronny nie domyśliłby się, że ta krucha istota żyje tylko z połową serca. A jej małe serce pompuje krew w przeciwnym kierunku niż u zdrowego człowieka.

Urodziła się z wadą, tzw. niedorozwojem lewej komory serca /tzw. HLHS/. Jest już po dwóch ciężkich operacjach na otwartym sercu i czeka na trzeci zabieg, skomplikowany i ryzykowny dla życia.

Statystycznie śmiertelność powikłań pooperacyjnych jest duża, tylko 1 zabieg na 7 kończy się pozytywnie. Jednak mama, pani Monika jest przekonana, że po trzeciej operacji w Niemczech, razem z ukochaną Mają wróci szczęśliwa do domu.

Profesor uratował życie dziecka przez telefon

            Pani Monika tuż po urodzeniu intuicyjnie czuła, że „coś jest nie tak”. Namolnie, ale bezskutecznie próbowała uczulić na swoje spostrzeżenia personel nowotomyskiego szpitala.        

            Już w domu, w 8 dobie życia Maja nagle przestała oddychać, zrobiła się sina i sztywna, a parametry życiowe zaczęły spadać. Z podejrzeniem wady serca specjalną karetką trafiła do szpitala na ul. Polną w Poznaniu. Córkę państwa Sikorów uratował telefonicznie profesor Jacek Moll, kardiochirurg dziecięcy z łódzkiego Centrum Zdrowia Matki Polki.

Maja leżała w śpiączce, w stanie krytycznym. W sumie już ją ochrzcili /personel medyczny – przyp. redakcji/, … i kazali nam się już z nią pożegnać. Profesor telefonicznie wyciągnął ją z takiego stanu… – wspomina pani Monika, nie mogąc opanować łez wzruszenia.

            Prof. Moll przez prawie dwa dni, wraz z żoną, kardiologiem dziecięcym, co godzinę, dzwonili „na Polną”, ustawiając leki i analizując aktualne wyniki badań.

Bardzo wyrył się w pamięci rodziców moment, gdy przyjechali do szpitala… i ujrzeli pusty inkubator. Pomyśleli, że stało się najgorsze. Jednak stan dziecka, dzięki telefonom profesora, poprawił się na tle, że mogło być przetransportowane do Łodzi, na operację.

Połowa serca urosła tylko 1 cm          

            Początkowo cieszyliśmy się, że to wada serca, a nie sepsa, którą najpierw podejrzewano, wspominają rodzice. Jednak okazało się, że ten rodzaj wady jest bardzo niebezpieczny dla życia.                    

Pierwsza operacja miała pobudzić niedorozwiniętą połowę serca do wzrostu. Niestety, serduszko urosło tylko 1 cm. Więc, od drugiego zabiegu mała Maja będzie żyć już tylko z połową serca. Rodzice dość fachowo tłumaczą trzeci zabieg, mówiąc w uproszczeniu, operacja ma przywrócić normalny krwiobieg i odciążyć narządy wewnętrzne.

Myśleliśmy, że profesor Moll dokończy leczenie Mai. On przeprowadził dwie operacje naszej córki, ale profesor wkrótce kończy 70 lat i musi odejść „od stołu” – tłumaczy, ze smutkiem w głosie, mama dziewczynki.

           Klinika profesora dla rodziców Mai stała się drugim domem, a jego postać niekwestionowanym autorytetem. Tym bardziej, że dziewczynka jest szczególnym przypadkiem medycznym. Przeżyła 8 dni bez leku, który powinna dostać od razu po urodzeniu. Ponadto w życiu płodowym „oszukała” aż czterech lekarzy ginekologów i ich urządzenia medyczne. Co jest praktycznie niemożliwe, z racji innych parametrów życiowych płodu z tą wadą.

            Po długich rozmyślaniach, wątpliwościach i konsultacjach zdecydowaliśmy się na operację u prof. Malca w Niemczech. Koszt operacji to „tylko” 33 tysiące euro, pocieszają się rodzice! Gdyż są przypadki, gdzie koszt operacji to ok. 7 milionów złotych. Jednak czas nagli, gdyż w wieku 3 lat dziecko powinno przejść kolejny zabieg.

Nadzieja w ludziach dobrej woli i 33 tysiącach euro

            Na początku, gdy wracałam ze szpitala od Mai, …siedziałam w kącie, płakałam, …obwiniałam się, że czegoś nie dopełniłam. Michalina coś wyczuwała, i zaczęła mnie omijać szerokim łukiem. W końcu zapytała – mamusiu, czy ty już mnie nie kochasz? – wspomina, z ogromnym wzruszeniem, mama córek.

Dzięki wsparciu lekarz prowadzącej dr Anny Mazurek – Kuli, rodziny, i prof. Molla, wspomina pani Monika, nasza rodzina powoli nauczyła się żyć z chorobą dziecka.

            Choroba chorobą, ale życie toczy się dalej i musimy sobie z tym radzić – mówi pan Michał, ojciec. Przyznaje jednak, że teraz głównie kręci się na zdobywaniu pieniądzy na operację córki.

           Po otrzymaniu kosztorysu z niemieckiej kliniki, jako pierwsi ruszyli z pomocą strażacy z OSP Grąblewo, z komendantem T. Ciurą i żoną Julitą na czele. Dochód z zabawy walentynkowej przekazali na rzecz kosztów operacji.

Znaleźliśmy wiele osób, o których wcale byśmy nie pomyśleli, że można się zwrócić o pomoc. Wiele osób samych się zwróciło z pomocą – mówi mama Michaliny i Mai.

            17 marca będzie organizowany w Rakoniewicach turniej charytatywny „Serduszko dla Majki”, którego dobrym duchem jest Alek Szczygieł.

Zbieranie funduszy to początek. Mimo, że operacja obarczona jest ogromnym ryzykiem, to rodzice są pełni nadziei.

Innym się udaje, dlaczego nam się nie ma udać – kończy pani Monika.

Andrzej M. Mańkowski

1% podatku dla Mai można przekazać poprzez fundację Serce Dziecka, KRS 0000266644 cel szczegółowy ZC8128 Maja Sikora.

Wybrane dla Ciebie