To jest tragiczna historia z przysłowiowym „kantem”, co podwójne ma dno. Zazdrosny mąż zabija swoją żonę. Ileż to zabitych żon z miłości i zdrady zna historia? Mnóstwo. Mogłaby wydarzyć się w każdym punkcie świata i społeczności. Opowiada jednak o czymś najbardziej uniwersalnym dla gatunku ludzkiego – o naszych emocjach, które nami kierują, a może rządzą?                     

Niby opowieść banalna, jak z taniego romansu, bo jest wielka miłość, zdrada, zazdrość, sprzeczności i w efekcie tragiczne zakończenie. Historia jednak skupia w sobie społeczne i polityczne konwenanse dawnych czasów. Niby odległych, ale jeśli się przyjrzeć uważnie, nadal aktualnych. Tylko dekoracje są inne, nowocześniejsze.

Miłość nie wszystko wybaczy

            „Na zasadzie werdyktu przysięgłych, orzekającego, iż oskarżony hr. Maciej Mielżyński nie jest winien zbrodni zabójstwa, zwalnia się oskarżonego, a koszta nakłada się kasie rządowej” – tak brzmiał werdykt sądu w Miedzyrzeczu w sprawie podwójnego zabójstwa. Hrabia Mielżyński w nocy z 19/20 grudnia 1913 r. zastrzelił żonę Felicję i jej domniemanego kochanka, siostrzeńca i zadłużonego bon vivata, hrabiego Alfreda Miączyńskiego. Zabił w obecności „przyzwoitki” panny Kaczorowskiej.

            Zbrodnia wstrząsnęła całą Wielkopolską i daleko poza jej granicami. Wstrząsa także potomnych. Dlaczego? Posługując się dzisiejszym językiem, zabił, ale w afekcie, bo sprzeniewierzyła się „cnotom niewieścim”, jakie obowiązywały żonę i instytucję małżeństwa.                   

            Wydaje się, że werdykt to obrona świętego honoru „wysokopostawionego” męża, posła do Reichstagu i przyszłego adiutanta cesarza Prus (1914 r.), Wilhelma. Stał wyżej w hierarchii społecznej, więc „musiał” być niewinny. A koronnym dowodem niewinności miały okazać się listy hrabiny do hrabiego Alfreda. To treść 6 nich ostatecznie przekonały 12 osobową ławę przysięgłych. Były tak romantyczne, że w/g ówczesnej prasy „wywołały łzy” u słuchających, obok, delikatnie mówiąc, niechęci do męża. Problem w tym, że proces został utajniony dla widzów i 12 dopuszczonych dziennikarzy. A mimo to niemiecka prasa drukowała ze szczegółami wydarzenia z sali sądowej. Czy było to urabianie opinii publicznej kierowanej przez…? Tego nie wiemy. Wyrok i tajność stały się też przyczyną wielu niejasności. Jak pisze Anna Markowska z UKSW w Warszawie, autorka dużego artykułu o relacjach z procesu w ówczesnej prasie – Nie przeszkodziło to jednak w szerokim komentowaniu całej sprawy, do tego stopnia, że obszerny materiał na ten temat, jaki pojawiał się w gazetach, budził czasem zastrzeżenia czytelników co do jego wiarygodności.

            Jan Muszyński, nieżyjący już historyk sztuki, dyrektor i bardzo zasłużony muzealnik miasta Zielonej Góry, którego rodzina była związana z majątkami Mielżyńskich z Chobienic, pisał na swoim blogu – Wydarzenia w pałacu doczekały się swoistego pitawalu, zabarwionego nie tylko krwią, ale także polityką. Inaczej na sprawę patrzyli Prusacy, inaczej rody wielkopolskie.

            Taką narrację „o niewytrzymaniu ciśnienia przez zdradzanego hrabiego” podtrzymuje wielu autorów tekstów poświęconych tragedii w Dakowach Mokrych, która rozegrała się ok. 4 w nocy  19/20 grudnia 1913 roku. Również Jan Muszyński twierdzi wprost, bez emocji, posługując się wspomnieniami dziadka – kochanek hrabiny. O zabitym Alfredzie – karciarz (…).

Potoccy, hrabina i muza Kossaka

            Felicja, miała być ukochaną córką hrabiego Bolesława Potockiego z Będlewa. Po tragicznej śmierci drugiego, 16 letniego brata, podczas polowania, stała się spadkobierczynią dóbr Dakowy i Wojnowice. Ojciec, hrabiowski tytuł oraz prawo zmiany herbu z Szeliga na Pilawę, wiodącego dla słynnego rodu, uzyskał od papieża Leona XIII. Prawdopodobnie (to zadanie dla heraldyków) Potoccy pochodzili z tzw. żelaznej (obok złotej i srebrnej), najstarszej i dość ubogiej linii słynnej arystokratycznej rodziny Potockich z Potoka.

            Liczący 7,5 tys. ha majątek Będlewo należał do wzorcowych w Wielkopolsce. Nawet dzisiaj oglądając pałac i otoczenie trudno nie odnieść wrażenia, że obiekt będący własnością Polskiej Akademi Nauk, nadal nosi piętno gospodarskiego „porzundku” wielkopolskiego ziemianina.

Będlewo

            Dziedzic Potocki na początku pożyczał nawet pieniądze od swoich pracowników spłacając spadek siostrze, ale ciężką pracą doszedł do kwitnącego gospodarstwa. Mimo wielu tragedii osobistych, był prekursorem nowoczesnego rolnictwa i jednym z luminarzy wielkopolskiej pracy organicznej. Współzałożyciel polskiego banku, dyrektor poznańskiego Bazaru, sponsor budowy Teatru Polskiego w Poznaniu.

            Felicja była zachwycającą pięknością. Jak pisał w 2015 r. Zbigniew Tomaszewski na łamach Kuriera Lokalnego, posiłkując się wspomnieniami znajomych – była jedną z tych dobrych hrabianek dla ludu i wiejskich dzieci. Z dostępnych materiałów można pokusić się o stwierdzenie, że była kobietą otwartą, mającą własne zdanie i ciekawą świata. Nie obce były jej podróże na południe Europy i w rozsądnych granicach jego zbytki. Niekonwencjonalna uroda spowodowała, że stała się malarską muzą Wojciecha Kossaka.

On, hrabia i malarz

           

Maciej Mielżyński, ur. 1869 r., pochodził z jednej z najznamienitszych rodzin ziemiańskich w Wielkopolsce, z linii chobienickiej rodu. Uczęszczał do gimnazjum w Lesznie i Pile. Studiował przez dwa lata prawo w Monachium, a następstwie zajął się malarstwem. Uczył się w pracowni malarskiej Józefa Brandta. Odbył służbę w pułku cesarskich kirasjerów we Wrocławiu. W 1897 roku wrócił do Chobienic, gdzie zajął się gospodarowaniem (za portapolonica.de). Być może dlatego, że majątek Mielżyńskich uległ zubożeniu. Przyczyną zaś były hazardowe namiętności brata hrabiego. Miał przegrać w karty 250 tys. marek posagu siostry hrabiów. W 1903 zaczął karierę polityczną, zostając trzykrotnym posłem do cesarskiego parlamentu, Reichstagu.

            Maciej Mielżyński poznał Felicję Potocką podczas pobytu w Będlewie, gdzie uczył się gospodarowania. Zauroczony jej urodą szybko się oświadczył. Przyszły teść niezbyt cenił przyszłego zięcia. Powodem były jego artystyczne, malarskie zainteresowania. Nosił przekonanie, że artysta raczej dobrym ziemianinem i mężem nie będzie. Również hrabina Felicja miała trzymać dystans do miłosnych zalotów malarza. Odmowa spowodowała, że hrabia Mielżyński targnął się na swoje życie. Czy był to emocjonalny szantaż? Nie wiemy, ale próba samobójstwa okazał się na tyle skuteczna, że Felicja została wkrótce żoną hrabiego Macieja. Wydaje się, że tutaj leży praprzyczyna późniejszej tragedii… . Cdn.

Andrzej M. Mańkowski

Fot. screen zdjęcia z aukcji Chan111, zdjęcie hrabiego, rok 1912, za Encyklopedia PortaPolanica.de

4 7 głosów
Ocena artykułu


Telewizory do kupienia

Subskrybuj
Powiadom o
0 komentarzy
Odnieś się w tym miejscu
Pokaz wszystkie komentarze