O niebezpiecznym basenie, tajemnicy dębów i braku wody grodziskiej w kranach

Rozmowa z Andrzejem Cichosem, prezesem Grodziskiego Przedsiębiorstwa Komunalnego

Na początek proszę o wyjaśnienie tajemnicy młodych dębów, o których usłyszeli, tajemniczo, zebrani w wystąpieniu z okazji 25 lecia istnienia GPK?

– [śmiech] I miało być tajemnicze. Myślę, że może 5% osób zebranych na sali wiedziało w czym rzecz. Kiedyś filtry były stalowe i często rdzewiały. Spawać łatę na małej dziurze, w cienkiej blasze powodowało jeszcze większe problemy. Jak była to niewielka dziura i dorobiłeś odpowiedni dębowy kołek, wbity potem w nieszczelność, to z czasem napęczniał i uszczelnił doskonale. Latami spełniał swoje zadanie.

Pomysłowy „knyf”. Jednak przeglądając ostatni rachunek za wodę, dochodzę do wniosku, że ścieki są cenniejsze niż woda w kranie?

– Zgadza się. Oczyszczanie ścieków jest dużo bardziej skomplikowane i kosztowne.

A po jakim czasie można uznać, że ścieki są czystą wodą?

– Czas ma tu mniejsze znaczenie, ważniejsza jest recyrkulacja ścieków. Jednak można powiedzieć, że jest to około 4 tys. metrów sześciennych ścieków na dobę, które czyścimy w zbiornikach i reaktorach które mają ponad 6 tys. metrów sześciennych.

A co się dzieje z oczyszczoną wodą?

– Po oczyszczeniu zasila Rów Grodziski.

Czyli rzeczkę Letnicę?

– Tak, Letnicę. Myślę, że od kilku lat niżej położone miejscowości Ujazd, Kamieniec już nie narzekają na zapach.

Czytałem, że w niektórych państwach Europy rozważana jest budowa podwójnych wodociągów: z wodą pitną i użytkową do podlewania trawników, spłukiwania toalet.

– Jest to bardzo trafne rozwiązanie i myślę, że w przyszłości nas to czeka. Koszty uzdatniania wody pitnej są wysokie i nie powinna być przeznaczona na cele gospodarcze. Wodą do picia spłukujemy toalety czy podlewamy trawniki.

Jednak wielu użytkowników narzeka, że woda jest za droga.

Przychodzą czasem do mnie ludzie i mówią – prezes, dlaczego mam taki wysoki rachunek za wodę? Jeżeli ktoś cztery razy dziennie podlewa trawnik, do tego jeszcze regularnie wodą pitną spłukuje pozbruk, bo się zakurzył, to trudno się dziwić. Czasem wystarczy podlać raz, a dobrze. Moim zdaniem w takich przypadkach woda jest za tania i nie do końca racjonalnie wykorzystana. Trzeba sobie jasno powiedzieć – w naszym klimacie raczej nie mamy szans na przysłowiowe angielskie trawniki. Z prostej przyczyny, tj. braku odpowiedniej wilgoci w powietrzu i ziemi. Przykładem niech będzie ten rok. Normalnie pobór wody w ciągu doby wynosi ok. 3,5 tys. metrów dziennie, a w rekordowych momentach tego roku pobór był na poziomie ok. 5 tys..

A może jest tak, że dopóki nie zabraknie wody w kranie, odbiorcy nie mają pojęcia, że po prostu woda kiedyś może się skończyć? Media wieszczyły katastroficzny obraz braku wody. Jak wyglądają nasze grodziskie zasoby wody? Czeka nas katastrofa?

Mając 40- letnie doświadczenie, wydaje mi się, że wody zaczyna brakować. Obserwuję małe cieki wodne, które kiedyś przez cały rok odprowadzały wodę, a dziś nawet w zimie są suche. Potrzeba dużej ulewy, aby pojawiła się w nich jakakolwiek wilgoć. Wody na powierzchni na pewno brakuje.

Natomiast woda dla mieszkańców pobierana jest z głębokości około 100 metrów. Gmina Grodzisk leży w tzw. dolinie, zasobniej w wody podziemne polodowcowe, czwartorzędowe. Nie są to jednak zasoby niewyczerpalne. Lustro wody generalnie się obniża, a odbudowa zasobów przebiega bardzo wolno. Jest to około 4% rocznie, potrzeba więc około 25 lat, aby odbudować zapas w 100%, przy założeniu, że mamy normalne opady. W przypadku suszy, braku opadów i większych poborów na powierzchni ten proces się wydłuża. Dlatego uważam, że wodę należy wykorzystywać racjonalnie np. tę przeznaczoną do podlewania i napełniania basenów sprzedawać za cenę dwukrotnie wyższą od wody przeznaczonej na cele socjalne.

Skoro już tak często poruszamy podlewanie trawników, zapytam o koszenie. Na osiedlu na którym mieszkam, soczystą i zwarta trawę maksymalnie skoszono, a po kilku dniach trawniki zamieniły się w rudy dywan. Pytam pracowników – dlaczego koszą, jak zapowiadają upały i trawa jeszcze szybciej wyschnie? Odpowiedzieli – kazali, to koszą.

– Pojawiła się taka tendencja w gminie, aby niektóre miejsca pozostawić i nie kosić. Ale są miejsca, które wymagają koszenia. Trawnik ze szczawiem i kwaśnymi listkami raczej wygląda tak sobie.

A co z jakością wody w grodziskich kranach?

– Praktycznie można powiedzieć, że w Grodzisku pijemy Wodę Grodziską z kranu. Do uzdatnionej wody ze związków żelaza i manganu nie dodajemy żadnych minerałów. Mamy lepsze parametry jakościowe w kranie niż niejedna woda mineralna w butelkach. Oczywiście zdarza się, że ktoś narzeka na tzw. kamień w czajniku, ale są to związki nieszkodliwe, które można usunąć z wody tylko przez jej długotrwałe gotowanie. Przyznasz, że gotowanie kilku tysięcy metrów sześciennych wody dziennie nie wchodzi w grę? Poza tym wody miękkie nie są zdrowe. Wypłukują mikroelementy z organizmu.

A dlaczego jest tak mało koszy na śmieci na grodziskich ulicach?

– Tendencje były różne. Był czas, gdy koszy było więcej, gdy jeszcze nie obowiązywały zasady wywozu śmieci takie jak obecnie. Ale wtedy uliczne kosze były wykorzystywane jako śmietniki przez okolicznych mieszkańców. Wywóz ciągle obwieszonych śmieciami koszy wiązał się z dużymi kosztami dla gminy i mieszkańców. Obecnie przy obowiązujących zasadach tych koszy jest mniej, myślę że z korzyścią dla wszystkich.

Dlaczego basen został tak nagle zamknięty? I co dalej…

Uważam, że dalsze funkcjonowanie basenu zagrażało jego użytkownikom. Budowany był według starej technologii, w czasach, gdy obowiązywały zupełnie inne wymogi i normy. Dzisiaj wymagana jest o wiele skuteczniejsza wymiana i filtracja wody w nieckach basenowych. Poza tym duże ubytki wody były uzupełniane wodą prosto ze studni głębinowej co powodowało że woda w basenach była prawie zawsze zimna. Obowiązują dzisiaj całkowicie inne, bardziej rygorystyczne normy czystości wody. Dłużej już nie można było użytkować tego obiektu ze względu na bezpieczeństwo korzystających. Co dalej? Pojawiły się pewne pomysły, ale na razie poczekajmy.

Jaka jest perspektywa działania i istnienia GPK.

– Nasza główną działalnością są wodociągi i ścieki, najlepiej się na tym znamy. Jest to ponad 90% naszej działalności. Do tego firma została powołana. Zajmujemy się wywozem niektórych odpadów jako podwykonawcy, obsługą niektórych imprez.

A zieleń miejska – już też się tym nie zajmujecie? Dziwi to wielu.

– Kiedyś może byłbym zazdrosny o interes firmy, ale jeśli ktoś zna się lepiej na zieleni miejskiej, to niech się tym zajmuje. GPK ma duży nawał pracy, a tegoroczna bujna roślinność miejska świadczy, że to dobre rozwiązanie.

Czy prezes wodociągów wróciłby na nauczycielski etat?

-[śmiech] Tak, byłem nauczycielem, ale nie wróciłbym do szkoły – szczególnie pani Zalewskiej.

Rozmawiał : Andrzej M. Mańkowski

Na ten temat:

Wybrane dla Ciebie