Press "Enter" to skip to content

O co walczy Podkoziołek z Popielcem? I kto na tym skorzystał?

Last updated on 2021-02-13

Wenecja ma swawolny karnawał, a Wielkopolska ma swój skromniejszy Podkoziołek. Skąd się wziął i dlaczego sypanie popiołu miało leczyć wirusa grzesznej zabawy?

            Dawnej karnawał był bardziej nieprzyzwoity, a post bardzo restrykcyjny. Koniec karnawału w Grodzisku, jak w całej Wielkopolsce był oficjalną imprezą z tańcami i niezłym wyszynkiem. Przed wojną bogaty gospodarz zabijał wieprza i zapraszał na odpłatne obżarstwo z wyszynkiem ogłaszając to w lokalnej gazecie. W późniejszych czasach bawiono się w kawiarni, restauracji lub w gronie znajomych do północy, niespokojnie spoglądając na zegarek, jak wielu czyni to w Sylwestra. Dzisiaj huczny Podkoziołek jakby stracił na dawnym blasku. Zanika atmosfera końca czegoś i początku nowego.

2021 roku Podkoziołek przypada na 16 lutego.

Pod kozłem swawolenie

Jakieś 100 lat temu w wiejskich karczmach i wyszynkach hucznie obchodzono ostatni dzień karnawału. Pod wizerunkiem kozła z różnych materiałów, od drewna po rzepę, składano ofiary, niczym bilet wstępu na huczną zabawę, muzykantów i generalnie popijawę. Nie każdy mógł w niej uczestniczyć. Ślubna obrączka automatycznie wykluczała z imprezy. Jeśli więc wiejska kawalerka i dorodne panny zostawali sami, w ostatni wieczór dozwolonego balowania, to… .

            Ale dlaczego „pod koziołkiem”? Jeśli wierzyć mądrym ludziom „kozioł” to w wielu kulturach symbol „siły i płodności”. A stąd już blisko do niespożytej energii erotycznej. Dedukując dalej, możemy się domyślać dlaczego w Wenecji w karnawale zakładano maski i… w końcu to ojczyzna Casanowy. W Wielkopolsce zamiast chybotliwych gondoli mieliśmy znacznie przyjemniejsze siano w stodole… Nieważne intencje, ważne, aby w ostatki jeszcze bezkarnie życia poużywać jakby piekła nie było… Ostrożnie jednak, bo kozioł to również symbol demona, więc jedynym sposobem walki z demonicznym wyuzdaniem był popiół, aby przypomnieć imprezującym – memento mori (pamiętaj o śmierci… duszyczko).

Popiół zmywa tłuszcz

            Rano w Popielec kucharka gotowała duży gar wody i parzyła wszystkie naczynia kuchenne, dzbanki, sztućce, podłogi i płytę kuchni. Potem wszystko szorowała popiołem z pieca, aby zmyć najmniejszy tłuszcz. Wszystko dokładnie płukała w zimnej wodzie. Ojciec przywoził od gospodarza dużą bańkę od mleka oleju lnianego. Jedliśmy olej przez cały post, do obrzydzenia. Czasem były śledzie, ale mięsa nawet od niedzieli nie było. Post to był post… – wspominał Czesław Skorupski, kościaniak z urodzenia, poznaniak i grodziszczanin z wyboru. Pan Czesiu pochodził z dość zamożnej przedwojennej rodziny kościańskich drukarzy, współpracującej kiedyś z wydawnictwem św. Wojciecha.       

            Zapomnianym zwyczajem, jeszcze w latach 80- tych, praktykowanym przez dzieci w grodziskich szkołach było wieszanie w tajemnicy kolegom na plecach woreczków z popiołem. Niby tak ku zabawie, ale też nieświadomym przypomnieniu – memento mori. Po „fieście” zawsze przychodzi „maniana”.

Golonka przegrywa z pączkiem

            Kiedyś Podkoziołek bez tłustej golonki, sałatki warzywnej  i bigosu, popijanych mocnymi napojami wyskokowymi nie mógł się obyć. Dzisiaj, coraz częściej prawdziwym końcem swawolnego karnawału, nie tylko w Wielkopolsce, staje się pączkowe obżarstwo „tłustego czwartku”.

            Media aż kipią od porad: gdzie kupić, która kolejka najdłuższa, ile pączków zjadł celebryta i najważniejsze: jak zgubić pączkowe kalorie, gdy odłożą się w biodrach? O hucznym Podkoziołku i kalorycznej golonce jakoś o wiele ciszej. Gdzie golonka z popiołem się tłucze, tam chyba pączek korzysta, ale dlaczego?

            Może w zrozumieniu pomoże nam opowiedziana logika pewnego amatora trunków, który na zarzuty dlaczego pije alkohol w Wielki Post odrzekł – przecież wódka nie jest tłusta! Być może współcześni uciekają od takiej logiki, walki postu z karnawałem, na rzecz czegoś umiarkowanego? Pączki prawie każdy lubi, niezależnie od tego, czy bliżej mu do karnawału czy popiołu. A co się dzieje, gdy przychodził karnawał wielkanocnej obfitości?

            W Wielkanoc niektórzy jedli tak, jakby całe życie głodowali. Niejeden przy stole źle skończył, gdy obżarł się tłustymi kiełbasami po poście. Jelita im chyba pękały. Bili się o wejście do ustępu… – wspominał Bronisław Kubis, grodziszczanin, który potrafił jak nikt przed sezonem „kosy na ostro klepać”. A przy klepaniu lubił dzielić się paradoksami dawnego życia prowincji “przed” i “po” wojnie. Również tym, że cały post praktycznie jadł tylko „placki z pyrów”, naworkę (rodzaj zupy mlecznej) i olej z cebulą. Z jego słów płynie jeden wniosek – zarówno w zabawie, poszczeniu i „pączkowaniu” najbardziej wskazany jest umiar – złoty środek.

Andrzej M. Mańkowski

5 2 głosów
Ocena artykułu
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Odnieś się w tym miejscu
Pokaz wszystkie komentarze