Press "Enter" to skip to content

O. Alojzy Pańczak: O katechezie Jasełek, telewizyjnych sloganach i „uwięzieniu” idących przez świat…

Last updated on 2021-10-21

O. Alojzy Pańczak:  O katechezie Jasełek, telewizyjnych sloganach i „uwięzieniu” idących przez świat…

– Ile lat przebywał ojciec w klasztorze franciszkanów w Woźnikach?

Przyszedłem do Woźnik w 2004 roku. Nie licząc 1,5 rocznej przerwy, cały czas przebywałem w tutejszym klasztorze.

– Po 15 latach odchodzi ojciec do klasztoru w Olsztynie. Daleko. Podobno spora grupa okolicznych wiernych, aż ok. 90, nie chciała przyjąć tego do wiadomości.

Tak, słyszałem, że była spora grupa, choć nie wiem, czy aż tak duża.

– To nie pierwszy w historii klasztoru zakonnik, który zaskarbił sobie dużą sympatię miejscowych. Zapytam jednak, czym się kierował młody chłopak po maturze wybierając właśnie zakon franciszkanów?

Odpowiedź jest bardzo prosta. We Wschowie, gdzie się urodziłem, jest klasztor franciszkanów. Bliskość klasztoru, gdzie byłem blisko 12 lat ministrantem, życie obok zakonników w jakiś sposób oddziaływuje na młodego człowieka. Siłą rzeczy byłem bardzo zaangażowany w życie klasztoru. Wzór  miałem w poznanych zakonnikach, takich jak brat Fidelis Kręciołek, o. Emilian Borucki, o. Mieczysław Wnękowicz.  To na pewno miało wpływ na moją decyzję.

– A jest taki moment, gdy czuje się „powołanie”?

Tak, jest taki moment, choć może należy to postrzegać  w kategoriach doświadczeń mistycznych. Gdzieś u początku jest przekonanie, że teraz wzorem św. Franciszka pójdę zbawiać cały świat. Są takie chwile, gdy to się czuje.

– A nie ma się takiego poczucia, że zostając zakonnikiem, zamknąłem za sobą cały świat, uwięziłem się w murach klasztoru? Nie ma żalu za życiem poza normalną „cywilizacją”, za ludźmi?

Wie pan, obecnie świat wdziera się do klasztoru, i to gwałtownie. Dzieje się to poprzez mass media,  kiedyś była to telewizja, teraz internet. Niepokoi, gdy ogląd świata zakonnika formują nie modlitwa, kontemplacja, lektura, ale telewizyjne slogany, uproszczenia i zmanipulowany przekaz. Wszytko to ogranicza myślenie.  Dlatego osobiście nie oglądam telewizji, więcej informacji czerpię z internetu i przede wszystkim ze słowa pisanego. Druga sprawa, w charyzmacie franciszkańskim nie było nigdy zamknięcia się w murach klasztornych i odizolowania się od ludzi. Myśmy zawsze żyli wśród ludzi. Byli różni głosiciele słowa bożego jak misjonarze ludowi, którzy prowadzili długie, nawet kilkutygodniowe  misje poza klasztorem. Byli bracia kwestarze, którzy zbierając na rzecz klasztoru jałmużnę byli goszczeni we dworach czy wiejskich chatach.  To oni byli głosicielami prawd bożych. Dzięki nim wiedziano, co dzieje się w klasztorze, znano najświeższe wiadomości, ale też plotki. Gdy, we wsi cieliła się krowa, był tam też często i zakonnik. Służono mądrą radą, przekazywano najrozmaitszą wiedzę praktyczną. Klasztor i miejscowa ludność żyły w pewnej symbiozie.  Proszę zauważyć, że w pierwotnym charyzmacie franciszkańskim zapisanym w zatwierdzonej przez papieża Honoriusza III Regule, nie ma mowy o życiu o charakterze monastycznym, regulowanym wyznaczonymi godzinami posiłków, modlitw, klauzurą, itd. Mówi się natomiast o braciach, którzy „idą przez świat”.

– A co jeśli chodzi o wątpliwości, które targają ludźmi w kwestii wiary?

Zależy jakiej natury one są? Czy wypływają z niepokojów intelektualnych, człowieka zgłębiającego prawdy i nie umiejącego sobie z tym poradzić.  Najczęściej u ich początku jest moralność i mentalność świata bez Boga w zrelatywizowanej prawdzie. Jeśli człowiek  prowadzi życie sprzeczne z moralnością chrześcijańską, to będzie usprawiedliwiał swój dystans do kościoła, jeżeli o taki stosunek zostanie zapytany. Codziennością jest natomiast obojętność religijna. 

– Znam parę osób, które chętnie słuchają internetowych kaznodziei katolickich, którzy dość ostro krytykują hierarchię, ale też obecnego papieża. Zdobywają tym samym sporą popularność. Co, o tym zjawisku sądzi emisariusz słowa bożego? 

Nie słucham, znam tylko z relacji. Cóż mogę powiedzieć? – można krytykować, ale należy postawić pytanie, co za tym idzie, co z tego wynika? Krytyka jest o wiele łatwiejsza, niż zaproponowanie jakichś pozytywnych rozwiązań.

– W mediach internetowych, jak PGO24, też ukazywały się informacje o wydarzeniach z Woźnik i cieszyły się dużą popularnością. Wydaje ojciec czasopismo klasztorne i pisze książki z zacięciem regionalisty? To media… .

Starałem się przekazać na bieżąco informacje o wydarzeniach w klasztorze.  Zawsze pierwsza jest informacja, formująca  opinie o klasztorze. Jest w niej zawarte podziękowanie konkretnym a wspaniałym ludziom, bez których, nic by się nie działo, ale także przesłanie dla innych: nam się to udało, spróbujcie i wy.  Moim zdaniem klasztor nie może się izolować. Powinien być otwarty na zewnątrz, na ludzi. To nie tylko gotowość służenia w każdej porze dnia i nocy posługą sakramentalną, ale gościnność, otwarte ogrody dla przybywających grup, oprowadzanie połączone z katechezą, dający się słyszeć gwar dzieci i młodzieży. Klasztor i kościół staje się dla nich jakby drugim domem, a zakonnicy duchowymi ojcami, z otwartymi pokojami gościnnymi dla wszystkich, którzy chcą się wyciszyć, przemyśleć swoje życie i spotkać się z Bogiem. Temu miał służyć, bo przestał się ukazywać  nie z mojej winy, kwartalnik „Z woźnickiego wzgórza”.

– Nie zdziwiło ojca, że papież Franciszek, jezuita, po wyborze przybiera imię św. Franciszka, założyciela „konkurencyjnego” zakonu? Może to nowy wzór dla wierzących. Przybrać imię biedaka i mistyka, pierwszego ekologa, w czasach, gdy Kościół ma „pod górkę”?

Nie zrozumiałem tego. Moje pierwsze skojarzenie było, że chodziło o św. Franciszka Ksawerego, ale okazało się, że chodzi o Franciszka z Asyżu. Może o to chodziło, ale nie przesadzałbym, że to miało jakiś istotny wpływ na nową perspektywę Kościoła. Kościół tworzy „lud boży”, wierni.

– Kolega prosił mnie, aby zapytać – co zrobić, aby młodego człowieka przekonać do wiary, w czasie postępującej laicyzacji?

Przekonać do wiary? Jest to trudne. Do wiary, nie tylko w znaczeniu, że „ja wierzę”, ale też „ja praktykuję”, „wiarą żyje”. Posłużę się tutaj przykładem, z konferencji tematycznej „Jak mówić do dzieci i młodzieży o Trzecim Zakonie Franciszkańskim”, którą kiedyś na ten temat zorganizowałem. Poprosiliśmy pewnego zakonnika z Krakowa na spotkanie. Znany był z tego, że zawsze miał w kościele nieparafialnym, co warto podkreślić, pełno dzieci na mszy świętej. Powiedział bardzo prosto, że on… też nie wie. Podał jednak kilka cennych uwag, które potem były dla mnie wskazaniem pewnych kierunków działań. Młodzież jest zawsze tam, gdzie się coś dzieje. Młodzi mogą być na klatkach schodowych lub przystankach autobusowych, albo w kościele, jeśli się coś dzieje… .

– …np. „jasełka” w woźnickim klasztorze?

Tak, zaczyna się np. od jasełek. Na początku brało w nich 20-30 młodych osób. Każdy musiał się przygotować, nauczyć swoich ról. Brali udział w przedstawieniu, które jest swoistą katechezą o Bożym Narodzeniu. Ponadto oni są w kościele, przeżywają doświadczenie wspólnoty. A czym jest Kościół?

– …wspólnotą.

Właśnie, wspólnotą. Nie wiadomo, czy efekt końcowy będzie taki jaki byśmy chcieli, ale żeby był. Przy tym trzeba się natrudzić, poświęcić, nie liczyć czasu, przejechanych kilometrów.  I proszę sobie wyobrazić, że z tej grupy młodzieży, której rodziny praktykujące, to na palcach ręki można było policzyć, większość obecnie praktykuje. Jest czynna w kościele, we wspólnocie. To jest jeden z kierunków, co robić. Pracować, pracować i jeszcze raz pracować lub też siać, siać, siać… . Ale to jest moja refleksja na ten temat.

– Czy procesy laicyzacyjne dotykają także zakon franciszkanów?

Niestety, tak. Laicyzacja jest to światowy trend, który nie omija także franciszkanów. Z tego co mi wiadomo, w nowicjacie obecnie znajduje się jeszcze jeden kandydat. Podobnie jak w Asyżu, światowym centrum zakonu, gdzie do tamtejszej prowincji zakonnej zgłosił się tylko jeden kandydat.

– Pandemia COVID-19 i obostrzenia zachwiały ojca wiarą?

(Śmiech) Nie, na pewno, nie. Epidemia to pewna rzeczywistość, w której żyjąc nie przestaje się być chrześcijaninem.

– Napisał już ojciec historię klasztoru w Woźnikach?

Tak, myślałem, że jeszcze uda mi się to wydać przed opuszczeniem Woźnik. Niestety, determinacja moich przełożonych, sprawiła, że nie zostało mi to dane.

– Czego ojcu życzyć na nowym etapie klasztornego życia?

Wytrwania w tym co Boże i słuszne, by nie zabrakło sił wobec nowych wyznań, a ostatecznie zbawienia i nieba.

Rozmawiał : Andrzej M. Mańkowski

Komentarze są wyłączone