Press "Enter" to skip to content

„Nie do kata, ale do mnie on należy…” niesamowita grodziska historia niczym z sienkiewiczowskich „Krzyżaków” .

Zazwyczaj los osób, które trafiły w ręce grodziskich katów, był w istocie przesądzony, ale fakt, jak nieprzewidywalne jest życie, może zobrazować historia Marcina z Podgradowic i jego ukochanej z pobliskich Ruchocic.

Któż z nas nie kojarzy sceny z „Krzyżaków” Henryka Sienkiewicza, gdy Zbyszko z Bogdańca prowadzony na szafot zostaje uratowany od niechybnej śmierci przez Danusię Jurandównę, która zarzuca ukochanemu na głowę białą chustę z okrzykiem „Mój ci jest”, uwalniając Zbyszka od śmierci, co jednocześnie złącza tych młodych przyrzeczeniem zawarcia małżeństwa.

Czy była to wyłącznie tzw. licentia poetica? Czy taka historia mogła się wydarzyć?

Otóż tak, była to prawda, oczywiście niekoniecznie w odniesieniu do postaci literackich. Jednak zwyczaj uwalniania skazanego na śmierć przez niezamężną dziewczynę, która zgodziła się go poślubić, publicznie oświadczając, że zawrze z nim święty związek małżeński, był w staropolskim prawie karnym powszechnie znany, uświęcony i stosowany aż do końca I Rzeczypospolitej. Co więcej, udało mi się dotrzeć do dokumentów, zaświadczających, że w listopadzie 1744 roku takie dramatyczne wydarzenia rozegrały się w Grodzisku, a dokładnie na Szubiankach, które były miejskim miejscem straceń. Wówczas to dosłownie spod miecza katowskiego zostaje uwolniony przez nieznaną z imienia dziewczynę z Ruchocic – Marcin rodem z Podgradowic. Nie był on bynajmniej szlachetnym młodym polskim rycerzem, lecz brutalnym, zdeprawowanym złodziejem i mordercą dwóch niewinnych handlarzy żydowskich, który jednak zasłużył sobie na czyjąś miłość.

Otóż w procesie, mającym miejsce w Grodzisku we wtorek 3 listopada po święcie Wszystkich Świętych 1744 roku, oskarżony został Marcin z Podgradowic, który wraz ze wspólnikiem Piotrem Thoma z Łosokowic [??], zabrawszy na drodze wylotowej z Grodziska za wiatrakami dwóch grodziskich handlarzy żydowskich, Dawida i jego młodszego brata Lewka, odjechał z nimi wozem na odległość iak do brzózek Ptaszkoskich, podstępnie zwabiając obu w głąb boru bukowieckiego celem rzekomej sprzedaży kożucha. Następnie, pokłóciwszy się o zbyt niską zapłatę, Marcin brutalnie (wielokrotnie uderzając w głowy uprowadzonych) pobił braci do nieprzytomności kłonicą wyrwaną z rąk Piotrowi Thoma. Następnie wspólnicy zawlekli ciała w głąb lasu, gdzie Marcin dobił żyjące jeszcze ofiary kolejnymi ciosami, a jedną zadusił pasem. Przestępcy ukryli ciała pod sianem. Po dokonaniu zbrodni podzielili się pieniędzmi zrabowanymi handlarzom.

Oskarżycielami w procesie Marcina z Podgradowic byli Starsi gminy żydowskiej wraz z całą grodziską synagogą, w tym żona starszego z braci – Dawida. W śledztwie oskarżony przyznał się do planowania podobnej zbrodni oraz do obnoszenia się z takimi zamiarami przed świadkami, a w ostateczności do jej dokonania, zeznając:

– O co tu siedzisz Marcinie?, bom Zydów dwóch zabieł,

– Z iakiey okazyi ich pozabiiałes?,

– bo iak mi chciał za kozuch płacic obaczułem trzos z piniędzmi y łakomiułem się na nie…

Co do przebiegu morderstwa zeznał, że to on był jego prowodyrem i wykonawcą przy biernej niemal obecności Piotra Thomy, który jedynie dał sobie wyrwać z rąk kłonicę i podzielił się z Marcinem pieniędzmi zamordowanych.W wyroku ławniczy sąd wójtowski orzekł:

Sławetny Urząd Woytoski Grodz decyduie na instancyą Starszych Zydow Grodz y Całey Synagogi Grodz y Zony Zabitego Dawida y Brata tegosz Małego Zydka y na Instancyą Instygatora Przytyczneg o Grodz wedle Prawa wyraźnego wyzey Specyfikowanego azeby Nayprzod [Marcin] był Sciety Ciało na kole głowa na pal wbita in loco Suplicy […] przez Jana Mistrza Tutecznego […].

Jednak skazaniec uniknął kary, co pisarz opisał następująco:

Tenze Marcin przez Dziewczyne z Ruchocic od Smierci, iest uwolniony takim Sposobem iusz na placu Stracenia będąc tasz Dziewczyna przypadła y chustke na Szyie mu zarzuciła mowiąc Kacie tobie Kopa a ty mnie dey Chłopa.

A Jan Mistrz Rakoniewicki musiał uznać wyższość zwyczajowego prawa staropolskiego, zwanego „wyproszeniem”, nad prawomocnym orzeczeniem sądu miejskiego. Jednakże w innych znanych przypadkach tego typu, aby tak się stało, musiał uznać także ową wyższość ten, który sprawował w mieście władzę, czyli w tym wypadku sam właściciel miasta (będący jednocześnie najwyższym sędzią) albo reprezentujący go namiestnik/starosta. Nie wiadomo, kto tego dokonał w Grodzisku, jednakże w opisywanym wyżej przypadku zatwierdzono prymat staropolskiego prawa zwyczajowego nad opartym o kodeksy orzeczeniem sądu miejskiego. Natomiast losy przesłuchiwanego wspólnika Marcina niestety nie są znane, choć można domniemywać, że i on uszedł z życiem, gdyż w wyroku nie zawarto żadnego stwierdzenia, które mogłoby go dotyczyć.

Jędrzej Czechowski

5 1 głosuj
Ocena artykułu
Subskrybuj
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze Najlepiej oceniane
Odnieś się w tym miejscu
Pokaz wszystkie komentarze