Nazwał burmistrza „paloną świnią”

Przeglądając XVII i XVIII wieczne księgi wójtowskie i radzieckie z Grodziska można wielokrotnie natrafić na bardzo ciekawe procesy, które odbijały się szerokim echem w mieście i okolicy. Ówczesne kary – tak bardzo okrutne i jednocześnie spektakularne – tworzyły widowiska oglądane i oklaskiwane przez rzesze ciekawskich. Tamtejsze sądy bardzo osobliwie karały autorów wszelkich obelg i pomówień, a szczególnie tych, które dotyczyły władz miasta i samego burmistrza.

Bardzo ciekawą historię odnotowały księgi miejskie w roku 1655, czyli w tragicznym okresie potopu szwedzkiego. Wówczas to niejaki Szymek Mielcarz wszczął nocną awanturę pod posesją zacnego piwowara grodziskiego Pikosza. Próby uspokojenia awanturnika spełzły na niczym wobec czego postanowiono wezwać straż nocną i siłą odstawić go do więzienia. Podczas próby zatrzymania Szymek twardo się bronił i miał „dać sprośnie w gębę” nie tylko stróżowi nocnemu, ale również panu Pikoszowi. Zaprowadzony siłą do więzienia wyzywał wszystkich od złodziei, a czcigodnego pana burmistrza nawet od – „palonej świni”. Mało tego, odgrażał się, że wstąpi do wojska szwedzkiego i namówi ich do splądrowania i spalenia miasta. Proces jaki się w końcu odbył przed sądem wójtowskim niczego dobrego Szymkowi nie wróżył, ponieważ nieszczęśnik słynął już z wcześniejszych awantur i totalnego braku poprawy. Ostatecznie skazany został na „setkę plag” i wyrzucenie z cechu mielcarskiego.

W 1689 roku wybuchł w Grodzisku wielki pożar, który zniszczył znaczną część miasta. Wielka tragedia spowodowała naturalną potrzebę szukania winnych nieszczęścia, a wielu swój gniew skierowało przeciwko burmistrzowi, obwiniając go o niedbalstwo i zaniedbania. W tym samym roku toczył się przed Sądem Radzieckim i Wójtowskim proces w obecności Starszych Cechów Miejskich przeciwko Marcinowi Dubrowiczowi – „o zniewagę zelżywą publicznie nieuczciwymi słowy dokonaną” – na burmistrzu Grodziska Macieju Hanyku. Oskarżony przyznał się do winy i zmuszony został do poniesienia osobliwej kary. Między innymi przez cały okres adwentu miał w każdą niedziele stać w kościele farnym na schodach „wielkiego ołtarza” trzymając w jednej ręce zapaloną świecę, a drugą ręką – „zatykać gębę co grzeszyła”. Za niewykonanie postanowień sądu groził mu zakazu produkcji piwa i kara więzienia. Następnie w obecności czterech duchownych musiał publicznie przeprosić burmistrza w ratuszu i w grodziskim zamku wymawiając następującą formułę:

„Cokolwiek przeciwko Panu Burmistrzowi mówiłem, tom niesłusznie i niecnotliwie mówił y biorę to w gębę swoją”.

Dużo łagodniej Sąd Radziecki potraktował w tymże samym roku Stanisława Ciesielczyka, który także znieważał burmistrza Grodziska i dodatkowo „tamował” roboty w browarze. Miał on pozostać w więzieniu ratuszowym dopóki nie zapłaci 20 grzywien kary. Dodatkowo w obecności czterech zacnych mieszkańców miasta musiał przeprosić burmistrza w jego własnym domu.

Dariusz Matuszewski

Wybrane dla Ciebie

Autor: PGO24