Myśliwy strzela i straszy. Incydent przy drodze.

            Nie wiem dlaczego nie zadzwoniłam (z miejsca na policję – przyp. redakcji), chyba byłam bardzo zszokowana, chciałam dojechać do mamy i opowiedzieć co się stało, czy taka sytuacja w ogóle mogła zaistnieć…. – tak mówi o wieczornych przeżyciach sprzed paru dni młoda kobieta, która prosi o anonimowość.

            Rzecz dotyczy polującego myśliwego. Kobieta twierdzi, że polował tuż przy drodze do Kąkolewa, na rogatkach miasta. Rozmówczyni tak opisuje to miejsce – „tuż za przystankiem autobusowym, gdzie skręca się z szosy w polną drogę do Zdroju”.

            Z relacji wynika, że zwolniła na łagodnym zakręcie, gdyż na poboczu, częściowo na jezdni, stało auto. Początkowo myślała, że zdarzył się wypadek, ale gdy się zbliżyła usłyszała huk… .

Myślałam, że opona mi strzeliła… . Zawróciłam i zaczęłam wyzywać tego pana… Co to ma być? Strzela czy poluje?  On odpowiedział, że jest polowanie. Ja, że ma pokazać pozwolenie. Miałam na myśli dokument potwierdzający, że w tym miejscu, w danej chwili może polować…

            Według dalszej relacji, myśliwy pokazał pozwolenie na broń palną i przyznał kobiecie rację, że nie powinien w tym miejscu polować. Kobieta oznajmiła, że przecież jego zachowanie mogło ją ( i nie tylko) wystraszyć i spowodować wypadek. Samej broni nie widziała. Zgłosiła sprawę policji, zna nazwisko myśliwego i rejestrację samochodu (powiat poznański). Żałuje dziś, że nie wezwała policji, przynajmniej byłaby pewna, że polujący był trzeźwy, bo…

Zastanawiam się, czy każdy myśliwy może sobie przyjechać nie wiadomo skąd i polować przy uczęszczanej drodze, strasząc przy okazji ludzi? – pyta retorycznie.

Incydent groźny, co na to prawo?

            Policja „nie zaprzecza i nie potwierdza”, że sprawa incydentu została zgłoszona. Natomiast Nadleśnictwo poinformowało, że „nie jest stroną w takich sytuacjach”. W myśl prawa łowieckiego, każdy nadleśniczy na swoim terenie, w którym działa dane koło łowieckie, winien mieć wiedzę, na jakich zasadach i gdzie wyłożona jest książka ewidencji polowań (art. 14). Myśliwy udający się na polowanie ma obowiązek zgłosić każdorazowo początek i koniec polowania. Tzw. łowczy koła odnotowuje każde zgłoszenie w książce polowań, a potem myśliwy pisemnie je potwierdza.

            Na stronach uchwał Urzędu Marszałkowskiego dostępne są mapy z numerami obwodów myśliwskich w powiecie grodziskim. A w PZŁ numery kół, które działają na jego obszarze.

            Okazuje się, że samo miasto Grodzisk podzielone jest na dwa obwody należące do kół z Poznania. Droga na Kąkolewo przynależy do koła myśliwych przy dużej jednostce wojskowej.

            Oprócz ewidencji, polujący zobowiązany jest posiadać przy sobie, pozwolenia na broń i legitymację członkowską, upoważnienie do polowania indywidualnego na dany gatunek zwierzęcia. W przypadku, gdy poluje w nie swoim rewirze, koła stosują zapis w regulaminach, z których wynika, że obcy może polować, ale tylko w obecności myśliwego z koła zarządzającego obwodem. Stan nietrzeźwości eliminuje automatycznie z polowania.

            Sprawa polowania w nocy, bezpośrednio przy drodze jest prawnie dyskusyjna. Nie zabrania się wprost polowania przy drodze, ale należy zachować rozwagę, gdyż – myśliwy odpowiedzialny jest za bezpieczne używanie broni … (art.36). Patrząc zdroworozsądkowo, czyż jest różnica pomiędzy drogą leśną a pasem drogi publicznej, na której odbywa się normalny ruch samochodowy?                                   

            Polowanie na dzika, wymaga używania amunicji o dużej energii, a rykoszet potrafi być bardzo niebezpieczny dla postronnych. Miejsce, w którym strzelał myśliwy znajduje się pomiędzy zamieszkałymi budynkami, prywatnym polem i działkami na sprzedaż oddalonymi nie więcej niż 200 m.

            Na drodze do Kąkolewa parę lat temu miał już miejsce groźny incydent, o którym do dziś pamiętają mieszkańcy. Myśliwy (znany z nazwiska) miał grozić ludziom bronią, będąc w stanie wskazującym.

            W 2017 roku zginął przypadkowo na drodze rowerzysta od wystrzelonej z kilometra kuli myśliwego.                     

            Co roku dochodzi do kilku wypadków z bronią na polowaniach. Prawie wszystkie z naruszeniem prawa i etyki myśliwskiej. Ostatnio w Polsce narasta konflikt pomiędzy amatorami polowań i ruchami antyłowieckimi. Rozprzestrzeniająca się choroba ASF i masowy odstrzał dzików konflikt ten zaostrza.

Andrzej M. Mańkowski

CZYTAJ DALEJ:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Komentarzy (6)

  1. Jakie uprawnienia miała ta pani do legitymowania myśliwego wydaje mi się że żadnych od legitymowania jest policja albo inne służby do tego uprawnione

  2. Jakie prawo do legitymowania kogokolwiek ma ta pani??? Może to ten myśliwy powinien ją wylegitymować, sprawdzić jeszcze stan techniczny pojazdu i czy ma ważne OC??? Ludzie, opamiętajcie się.

    1. Pytanie, dlaczego myśliwy dał się wylegitymować jeśli działał zgodnie z zasadami? Chciał coś ukryć czy co?

  3. Chyba myśliwi się oburzyli patrząc na komentarze. Oczywiście,że Pani nie miała podstaw do legitymowania. Ale skoro poprosiła i ten zabójca zwierząt pokazał dokumenty to o co chodzi? A to czy miał prawo tam strzelać czy nie rozstrzygnie policja. A co do etyki myśliwych-taki oksymoron- można podyskutować.

  4. Tytuł już sugeruje, ze autor nie lubi myśliwych. Proponuję tytuł następnego “Rzeź niewinnych dzików w grodziskich lasach”.