„I Ty możesz dać komuś bezpieczny dom”

Dziś ostatni już artykuł w ramach kampanii grodziskiego PCPR dotyczącej rodzicielstwa zastępczego. Psycholog PCPR Monika Woźnicka przedstawia w nim meandry swojej wieloletniej pracy z dziećmi i na rzecz dzieci będących wychowankami pieczy zastępczej.

Z czym kojarzy Ci się bezpieczny dom? Jaki on w zasadzie jest? Zamknij oczy, weź głęboki wdech i zastanów się przez dłuższą chwilę, bo od Twojej odpowiedzi będzie zależało to czy wiesz jak go zbudować, jakie kroki podjąć i czy czujesz w ogóle siłę, by go komuś ofiarować…? Weź kartkę i zapisz swoje odpowiedzi, wyjdzie tego całkiem sporo.

Bezpieczny dom to miejsce, w którym na głos (!) stojąc twarzą w twarz z dorosłym mogę powiedzieć własne (odmienne) zdanie; miejsce, w którym mogę decydować o sobie i o własnym ciele; miejsce, w którym mogę śmiać się w głos; miejsce, w którym wiedzą, że bicie (nawet klaps) jest niedopuszczalne i karalne; miejsce, w którym wiedzą, że wyzwiska i wyśmiewanie to także przemoc (przemoc psychiczna); miejsce, w którym, gdy popełnię błąd dostanę szansę by go naprawić; miejsce, w którym nie krzyczy się a rozmawia; miejsce, w którym będą jasne, czytelne zasady; miejsce, w którym się słucha; miejsce, w którym można wyrażać własne emocje; miejsce wolne od uzależnień rodziców. A także miejsce dostosowane do potrzeb jego użytkowników począwszy od tych najmłodszych. Sporo tego, prawda? A przecież zarysowana tu wizja bezpiecznego domu jest tylko jedną z wielu. Myślę, że każdy z czytelników wzbogaciłby ją o własne spostrzeżenia (do czego zachęcam w komentarzach).

Dzieci umieszczone w pieczy zastępczej nie pochodzą z bezpiecznych domów i my (pracownicy PCPR) wiemy o tym i rodzice zastępczy też to wiedzą, często nie mają o tym pojęcia dzieci a to przecież ich życie zmienia się bezpowrotnie. Nikt nie rzuca się na szyję z wdzięcznością za uratowane życie, nikt nie dziękuje za pierwszy dzień bez awantur, bicia i alkoholu. Jest ogromny strach i napięcie. Są wielkie przerażone oczy, zaciśnięte usta, skulone ramiona. Nowe życie, ale z kim? Gdzie? Na jak długo? Czy w tym domu nikt na pewno mnie na skrzywdzi? Czy znowu mnie oddadzą? Przecież to już moja czwarta „rodzina”.

Pojawia się tęsknota za mamą i tatą, lęk o nich, złość na rodzinę zastępczą, radość też jest, ale do niej najtrudniej się dostać i do miłości… Zablokowane, zamrożone uczucia. Idealizowanie rodziców biologicznych. Czekanie, czekanie, czekanie…na listy, telefony, odwiedziny, smsy, widzenia. Rozczarowanie, bo nie przyszli, nie zadzwonili, nie starają się o mój powrót. I to wszystko dzieje się w otoczeniu Waszego bezpiecznego domu, w samym jego centrum. Łzy mają ujście w bezpiecznych ramionach, nocne koszmary przepędzają rodzice zastępczy, cała złość wylewa się także na nich, to oni przyjmują ciosy za tych, którzy byli najbliżej i zranili najbardziej. Niestety niektóre usta nigdy nie przemówią i choćbyście wlali całą miłość świata niektóre ramiona nigdy się nie otworzą. Tak to wygląda…z jednej z wielu stron, bo tak zdarzają się sytuacje, iż pomimo ogromnej pracy, stworzenia tego bezpiecznego, kochającego domu nic nie idzie tak jakbyśmy tego chcieli. Psychoterapeuta, psycholog, psychiatra, lekarz, nauczyciel, koordynator rodzinnej pieczy zastępczej, inni rodzice (grupy wsparcia), rodzice zastępczy, cały sztab specjalistów nie zawsze jest w stanie naprawić czy chociaż zminimalizować wyrządzonej dziecku krzywdy. Nie oznacza to, że nie należy próbować, jednak trzeba po prostu pamiętać, że nie każdemu jesteśmy w stanie pomóc. Nie każdy pomoc przyjmie. Nie w takiej formie jaką zaofiarować może piecza zastępcza.

Jakiś czas temu jedno z dzieci z rodziny zastępczej zapytało mnie „a Pani też była w rodzinie zastępczej?”, zgodnie z prawdą odpowiedziałam, że nie. Zdumienie i smutek w oczach dziecka było bezcenne a także zdanie, które później padło: „to bardzo Pani współczuję”. I tak to jest właśnie kolejne i bardzo ważne spojrzenie na pieczę zastępczą. Poszerza ono naszą definicję bezpiecznego domu. Mało tego myślę, że w tym konkretnym przypadku znosi zupełnie słowo „zastępcza” zostawiając jedynie wyraz „rodzina”. Dla wielu dzieci nowy, bezpieczny dom staje się azylem, staje się miejscem gdzie wracają do równowagi albo po raz pierwszy w życiu mają okazję jej zaznać. Czują się szczęśliwe, kochane, zaopiekowane, potrafią dawać i brać od rodziców zastępczych. Nie dzieje się to jednego dnia czy miesiąca, ponieważ budowanie relacji ze skrzywdzonym dzieckiem wymaga czasu. Kluczowy jest tu jednak fakt, że bezpieczny dom tworzy nie kto inny a bezpieczni rodzice i to oni podejmują trud i wysiłek, by zburzyć mur zbudowany przez dziecko. Mur zbudowany z lęku, złości, smutku czy zaniedbań. Dzieci, które czują się szczęśliwe w rodzinach zastępczych nie są dziećmi, które nie sprawiają trudności wychowawczych, nie używają substancji psychoaktywnych, nie kłócą się, nie krzyczą, nie wdają w bójki. Dzieci zamieszkujące bezpieczne domy wiedzą, że jeśli dostaną naganną ocenę w szkole to nikt nie zbije ich za to pasem. Wiedzą, że jeśli nawalą, skłamią czy pójdą na wagary dostaną szansę by wytłumaczyć, naprawić sytuację. Wiedzą, że jeśli upiją się będą otoczone nie tylko złością, lecz także wsparciem ze strony rodziców, nie zostaną z problemem same. Wiedzą, że mają swoją rodzinę (rodzinę zastępczą) za sobą, życzliwych dorosłych, którzy choć też są tylko ludźmi i popełniają błędy, to nie dopuszczą się nadużyć mających miejsce w rodzinie biologicznej (znane są przypadki występowania przemocy w rodzinach zastępczych jednak z uwagi na marginalność zjawiska chcę skupić się na rodzinach, które w należyty sposób sprawują swoją funkcję).

Opisałam powyżej dwa skrajne punkty widzenia, dwie skrajne sytuacje. Dzieci dla których umieszczenie w pieczy zastępczej było dobrym rozwiązaniem i dzieci, które nie zafunkcjonowały w rodzinach zastępczych. Chcę, by mieli Państwo świadomość, że pośrodku znajduje się cała masa innych historii. Nie ma tu jak w matematyce uniwersalnych reguł, które mówią, że bezpieczny dom + skrzywdzone dziecko = szczęśliwy dorosłe dziecko. Jest tu cała masa zależnych takich jak wiek, płeć, rodzaj przebytej traumy, predyspozycje osobowe rodziców zastępczych, geny, środowisko lokalne itd. Nie na wszystko mamy wpływ. Jednak czy to znaczy, że nie mamy podejmować trudu i wysiłku by uratować czyjeś życie? Być może celowo nie wspomniałam tu o kosztach ponoszonych przez rodziców zastępczych, jednak nie taki był cel tego artykułu. Chciałam pokazać Państwu możliwości jakie niesie ze sobą stworzenie bezpiecznego domu dla dziecka, każdego dziecka. Chciałam by mieli Państwo możliwość (zapewne raz jeszcze) zastanowić się czy jestem odpowiednią kandydatką/em na rodzica zastępczego.

Po więcej informacji zapraszam serdecznie na Tydzień Rodzicielstwa Zastępczego w Grodzisku Wielkopolskim, a także do Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie.

Wybrane dla Ciebie