Grodziskie Zakłady Mięsne- legendarne „Bekony” cz. II

Grodziskie Zakłady Mięsne- legendarne „Bekony” cz. II 1

Lata komunizmu to czas ciągłego niedoboru mięsa w sklepach oraz upadlających społeczeństwo kolejek przed sklepami, a „bekon” niestety często skutecznie kusił pracowników jak przysłowiowy zakazany owoc.

Do legendy przeszły zimowe czapki i płaszcze w środku upalnego lata. Pompiaste spodnie i torby z podwójnym dnem, naszyjniki z parówek, czy samoistnie fruwające przez płot półtusze lub półtusze pasażerki na gapę.

Dawna pracownica z szerokim uśmiechem dopytywana mówi – nic pan nie pisz, bo jeszcze pana zlinczują. A syn pracownika potwierdza “legendy”, ale w papierach wszystko się zgadzało – to prawdziwy fenomen tamtych czasów.

– opowiada pan A., znawca sprawy – a komunistyczne media żerowały na aferze jak sępy.

W roku 1980 Grodziskiem i krajem wstrząsnęła afera mięsna, w której aresztowano kilkanaście osób, oskarżonych o zabór mienia państwowego, nielegalny obrót i handel mięsem.

Nagłówki artykułów brzmiały potępiająco, a w mieście panowała groza i atmosfera wzajemnej nieufności. Głównych aresztowanych traktowano w śledztwie niezwykle brutalnie Ludzie na mieście często opowiadali o aresztowanych wyssane z palca historie, wyzywali od złodziei, a przecież znałem takich, którzy jedli od nich na lewo kupione mięso – wspominał pan J.

Ówczesna władza również propagandowo rozgrywała aferę przed społeczeństwem. Była świetnym przykładem pokazującym winnych, przez których brakuje żywności w sklepach – spekulanci i złodzieje – a nie przez chory system gospodarczy.

Sprawa pozwalała władzy podważyć powszechne przekonanie, że zakłady biją 1000 świń dziennie, a mięsa jak nie ma, tak nie ma, bo komuniści w tajemnicy wywozili mięso do ruskich, jako dar Polaków na olimpiadę 1980 r. w Moskwie. Skazano kilka osób, ale jak wspomina z żalem żona jednego ze skazanych – posadzili plotki, a powinni tam siedzieć inni.

Drugą aferą która wstrząsnęła firmą i opinią społeczną miasta była tzw. afera fakturowa w latach 90 – tych. Scenariusz i ocena społeczna jest podobna jak w przypadku afery 1980 r.. Niektórzy z byłych pracowników wskazują ją jako jedną z przyczyn ostatecznego upadku firmy, z której „wszyscy ciągnęli”, ale nikt nie inwestował, aż upadła. Podobnie odbierane jest przejęcie firmy przez biznesmena z innej branży, choć byli chętni inwestorzy znający się na mięsie.

Pod koniec lat 60 – tych zakłady mięsne były świadkiem niebywałej tragedii, w której jeden z pracowników śmiertelnie pociął rzeźnickim nożem współpracownika. Tragiczny to był widok, wspomina pan Stefan, który mieszkał tuż obok szpitala i widział ofiarę przywiezioną karetką. Nie zapomnę tego nigdy, dodaje. Tragedia rozegrała się w ubojni i jak wspomina pan K., którego szwagier był świadkiem wydarzenia, przyczyną były relacje międzyludzkie. Tragedia wywarła ogromny negatywny wpływ na pracowników i relacje między nimi.

Zakład ciężkiej pracy i znakomitych wyrobów

W latach 60 – tych zakład zatrudniał 358 pracowników w tym 128 umysłowych i zaopatrywał okoliczne powiaty, Górny Śląsk i Kraków. Ówczesny dyrektor Tomasz Żurek chwalił się szkolnym dzieciom, że tygodniowo bije się 1500 świń, czyli około 100 tys. rocznie. Byli pracownicy wspominają, że w latach 80- tych bito chwilami 1500 sztuk dziennie, ale mięsa i tak w sklepach brakowało. Najgorszym miejscem pracy była jeliciarnia, w której czyszczono zwierzęce wnętrzności. Najbardziej „chodliwym” towarem w tamtym czasie były oczyszczone jelita na kiełbasy wyrabiane podczas domowych świniobić wiosną i na zimę.

Oprócz bekonu hitem zakładu była „leberka” z wątroby i kiełbasa śląska, którą wożono własnym transportem na Śląsk do czekających górników. Innym specjałem była gruba kiełbasa krakowska z kminkiem, szynka staropolska i „strzelająca” parówka. To była parówka, a nie to co teraz, dziadostwo z soją i tłuszczem – wspomina wychowany na grodziskiej parówce syn pracownika.

Podczas Grodziskich Piwobrań oblegane były przez uczestników imprezy stoiska grodziskich ZM, w których można było kupić skarb w postaci kabanosów czy zjeść pyszne flaki. Pod koniec istnienia firmy hitem okazała się kiełbasa grodziska, która przebojem podbiła grodziskie grille i stoły. Podrabiana była bezskutecznie przez konkurencję i najwyżej tylko z nazwy.

Upadek firmy spowodował, że wokół Grodziska wyrosło sporo nowych zakładów mięsnych w których najlepszą kadrę stanowili byli pracownicy. Dzisiaj budynki i miejsce grodziskich „bekunów” mają całkowicie inny charakter. Młodsze pokolenie bardziej kojarzy centrum kulturalne Masarnia i centrum im. Jana Pawła II niż Zakłady Mięsne, których nawet historyczna dokumentacja zakładowa stała się dzisiaj towarem na sprzedaż.

Grodziskie Zakłady Mięsne- legendarne „Bekony” cz. II 2Andrzej M. Mańkowski

Wszystkich zainteresowanych historią Grodziska Wielkopolskiego zapraszamy na nasze strony: www.facebook.com/TowarzystwoMilosnikowZiemiGrodziskiej/.

 

 

 

0 0 głosuj
Ocena artykułu

Rozwój lokalnych mediów potrzebuje finansowania, Twoje wpłaty czynią nas niezależnymi i samowystarczalnymi. Dziękujemy.

Wybrane dla Ciebie

Opublikował: PGO24

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaz wszystkie komentarze
0
Co o tym myślisz? Prosimy o komentarz.x
()
x