Press "Enter" to skip to content
Grodziski Rynek w czasie okupacji hitlerowskiej, zdjęcie: Towarzystwo Miłośników Ziemi Grodziskiej

Grodziscy „robinsonowie” – przetrwali okupację w ukryciu…

Last updated on 2021-10-11

Była to prawdziwa szkoła przetrwania! Ci, którzy przez okupanta byli „spaleni”, zagrożeni aresztowaniem ukrywali się w tutejszych lasach, niejednokrotnie w ciężkich warunkach. Dzięki pomocy znajomych i krewnych przetrwali lata okupacji.

Wymagało to od nich niesamowicie silnej woli, umiejętności radzenia sobie i szczęścia. We wsiach „najeżonych” niemieckimi kolonistami i różnymi „szpiclami” niejednokrotnie musieli wykazywać się sprytem. A jednak wielu to się udało…

9 września 1939 r wojska niemieckie wkraczały do Grodziska Wielkopolskiego (niem. Grätz). Pewni, że w mieście nie ma żadnego polskiego garnizonu żołnierze niemieccy wchodzili jak „do siebie”. A jednak, od strony ulicy Rakoniewickiej padły w ich kierunku strzały, co znacznie opóźniło zajęcie miasta.

Strzelał Stanisław Maik – jeden z mieszkańców. Następnie udało mu się uciec i rozpoczęła się dla  niego „droga”, która trwała do stycznia 1945 r. „Droga” życia w konspiracji, gdzie dzięki pomocy wielu ludzi – przetrwał całą okupację. Zdaniem mieszkańców tych terenów ukrywać najpierw miał się w samym Grodzisku, a następnie na terenie majątku w Granówku… 

„I stało się!” – wspominał w rozmowie ze mną ś.p. pan Franciszek Marciniak, były więzień obozu koncentracyjnego w Poznaniu – Fortu VII. Wiosną 1940 r na ich gospodarstwie we wsi Wioska znaleziono broń. Na tej podstawie aresztowano przedstawicieli rodzin Marciniaków i Szczecińskich, których przetransportowano najpierw do Jabłonny, a potem do Komorowa i Poznania. W nocy jednak ojciec pana Franciszka – Antoni Marciniak uciekł. I zaczął się ukrywać w okolicznych lasach. Pomagali mu Polacy, ale też… niektórzy Niemcy. To właśnie oni umożliwiali jego bliskim spotkania z nim. Sołtys Jorg Reks i leśniczy z majątku Wioska – Ziemman nigdy nie donieśli o jego obecności władzom. Za własne przeżycie, Antoni Marciniak zapłacił jednak wysoką cenę, której przez lata powojenne nie mógł sobie darować. Po jego ucieczce aresztowano drugiego z synów – Czesława, który zmarł z wycieńczenia w więzieniu na ul. Młyńskiej w Poznaniu…

Trójka młodych ludzi ukrywała się na bagnach, koło Wolsztyna. Był wśród nich Jan Krynojewski, przed wojną działacz Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” w Rakoniewicach. To właśnie sprawność fizyczna pozwoliła mu przez 1825 dni uniknąć aresztowania! Przetrwał niemiecką okupację, mimo iż wielokrotnie próbowano go aresztować…

Także na bagnach koło Wolsztyna kryjówkę miał Jan Ratajczak, kowal z Głodna. On też przeżył ten trudny czas. Po wojnie działał w szeregach podziemia antykomunistycznego, był w oddziale „AK – Rycerz” pod pseudonimem „Czarny”. 16 października 1946 r ujawnił się w Grodzisku Wielkopolskim z grupą „Szefa Czesia” przed specjalnie powołaną komisją…

Chodziak z Czarnej Wsi już w okresie przedwojennym miał problemy z policją. Ten wysoki i dobrze zbudowany mężczyzna, zajmował się bowiem kłusownictwem. Mawiano, że ze swojej „dubeltówki” ostrzelał raz nawet patrol policji, który chciał go aresztować. Awanturniczy tryb życia  sprawił, że podpadł także miejscowym Niemcom. Okres okupacji przeżył więc w ukryciu. Udało mu się przedostać na teren Generalnego Gubernatorstwa, w okolice Warszawy. Tam już pozostał i ułożył sobie życie. Do Czarnej Wsi przyjechał dopiero w latach 50. XX w, na pogrzeb matki. Z tej miejscowości przed niemieckimi władzami ukrywał się także Aleksander Bosacki (ur. 1904 r), przedwojenny sołtys…

Nie wszystkim sprzyjało jednak szczęście. Niejaki Jan Smierzchalski, który zdaniem rodziny miał uciec z transportu na roboty przymusowe, został w 1944 r aresztowany w okolicach Opalenicy. Zmarł potem w obozie Mauthausen…

W wykopanej ziemiance oczekiwał końca okupacji Antoni Kostrzewski, który miał ukrywać się najpierw w okolicach Wioski, a potem w okolicach Rakoniewic. Życie uratował mu poniekąd leśniczy Ziemann z Wioski, który ostrzegł go o „dekonspiracji” pierwszej ziemianki. Aby Kostrzewski wiedział o rewizji, miał – zdaniem mieszkańców Wioski – wyrzucić wszystkie jego rzeczy na zewnątrz. Potem Antoni ukrywał się już bliżej Rakoniewic. „25 stycznia (1945), w godzinach popołudniowych w Rakoniewicach słychać było od strony Wielichowa odgłosy detonacji i strzałów karabinów maszynowych” – pisał w swojej książce „Rakoniewice – miasto i gmina na przestrzeni wieków” pan Edward Laskowski – „Około godz. 21:30 z kierunku Wielichowa do Rakoniewic wjechały dwa radzieckie samochody zwiadowcze. Antoni Kostrzewski z Rakoniewic, którego kryjówki bezskutecznie szukali hitlerowcy w czasie okupacji, pierwszy wybiegł, z biało – czerwoną opaską na ręku, na górkę wielichowską na powitanie czołgistów radzieckich…”.  

Siła woli i chęć przeżycia, ale także sprawność fizyczna pomogły „spalonym” przetrwać trudny czas okupacji. W sumie wielu z nich ukrywając się, prowadziła działalność wrogą niemieckiemu okupantowi, np. napadając w celu uzyskania żywności na niemiecką ludność, czy jak „wolsztyński robinson” – Edward Orwat rozbrajając niemieckiego żołnierza. Głównie walczyli w tym okresie jednak o siebie! I wielu z nich wyszło z tej walki zwycięsko.

Arkadiusz Marek

P.S. Osoby wiedzące coś więcej na temat opisanych osób oraz innych ukrywających proszone są o kontakt na adres e – mail: [email protected]

Uwaga! Artykuł powstał głównie w oparciu o relację świadków. Jest więc subiektywną opinią mieszkańców tych terenów i nie może być traktowany jako pewne źródło historyczne. Oprócz relacji korzystałem także z E. Laskowski, Rakoniewice – miasto i gmina na przestrzeni wieków, Rakoniewice 2018 oraz strony www.historiarakoniewic.pl

0 0 głosów
Ocena artykułu
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Odnieś się w tym miejscu
Pokaz wszystkie komentarze