Dzwonnik od Świętej Jadwigi i Ducha Świętego

Nie trzeba być wytrawnym słuchaczem, żeby z łatwością odróżnić bicie dzwonów w kościele farnym i kościele Ducha Świętego, kiedy za ich sznury pociąga Boguś Pawłowicz.

Na wieży kościoła farnego zachowało się jeszcze pięć zabytkowych dzwonów, z których jeden jest pęknięty i nieużywany, a drugi zwany sygnaturką służy do wzywania na nabożeństwa święte. Pozostałe trzy dzwony, to prawdziwe płuca kościoła farnego, z których tylko trzeba umieć wydobyć dźwięk.

Pół biedy jeśli dzwonników było kilku, ale bywało i tak, że trzeba było dzwonić trzema dzwonami w pojedynkę. Służyły do tego dwie ręczne liny i bardzo osobliwy nożny przyrząd z liną. Tę sztukę opanował jedynie pan Henryk Ławniczak i Boguś Pawłowicz. Nie jest to prosta sprawa, ponieważ wymaga ona oprócz siły i zręczności ogromnej koordynacji ruchów i oczywiście znajomości rytmiki. Dzwony muszą się melodycznie zestrajać, a nie walić na trwogę, jak przy rozganianiu burzy. Przy czym warto dodać, że jeden z dzwonów nie ma ograniczników wychylenia i w niewprawionych dłoniach może się z łatwością obrócić o 180, a nawet 360 stopni. Strach pomyśleć, co by się wówczas stało z dzwonnikami?

Pan Boguś wspominał, że trzema dzwonami dzwoniło się zawsze podczas Procesji Bożego Ciała, następnie podczas całej „oktawy” oraz odpustów. Grodziską tradycją było także dzwonienie podczas przyjazdów i odjazdów Ojca Świętego Jana Pawła II w trakcie jego pielgrzymek do Polski.

IMG_0705

Zupełnie innym dzwonem jest sygnaturka na wieży kościoła Ducha Świętego. Przez całe dziesięciolecia jego głuchy dźwięk kojarzony był z pogrzebami i konduktami żałobnymi. Dzwon wydaje się bardzo lekki w prowadzeniu i przy nieodpowiednim rytmie może się rozpędzić jak karabin maszynowy. Dlatego jego używanie nie jest wcale proste. Natomiast w rękach Bogusia Pawłowicza brzmi niczym „prawdziwa poezja”, jak to barwnie zechciał określić jeden z moich znajomych. Pan Boguś nigdy nie ukrywał, że spośród wszystkich grodziskich świątyń najbardziej upodobał sobie drewniany kościółek Ducha Świętego i w miarę swoich możliwości, wspomaga go materialnie. Między innymi ufundował do niego komplet ornatów oraz mszał, lekcjonarz i pastorał, a także kopię cudownej figury Matki Boskiej Ucieczki Grzeszników z Wielenia. Stara się także wspomagać Sanktuarium Matki Bożej Pocieszenia w Górce Duchownej.

Pytany często o intencję takich działań, odpowiadał skromnie: „mam za co dziękować Bogu”.

Boguś Pawłowicz i jego brat Kazimierz to tak zwani grodziscy „Bracia Pielgrzymi”. Trudno sobie wyobrazić grodziskie pielgrzymki do Częstochowy, Wielenia, Górki Duchownej, czy ostatnio do grobu ojca Bernarda w Lubiniu, bez nich, a także bez pana Kazia Wróbla, Józia Nowaka… Szkoda jedynie, że tak szybko wielu z nich już zakończyło swoją ziemską pielgrzymkę.

Darek Matuszewski

Wszystkich zainteresowanych historią Grodziska Wielkopolskiego i okolic zapraszamy na nasze strony: https://www.facebook.com/TowarzystwoMilosnikowZiemiGrodziskiej/

Wybrane dla Ciebie