Czy chcemy być oszukiwani?

Na tak sformułowane pytanie najczęstszą odpowiedzią jest zaprzeczenie. Żaden z nas nie chce by go oszukiwano, mamiono, kazano wierzyć w gruszki na wierzbie. Czy jednak aby na pewno? Minione wybory były festiwalem obietnic składanych tak na dobrą sprawę przez wszystkich kandydatów z wyjątkiem ustępującego z funkcji Bronisława Komorowskiego. W swoich wypowiedziach za punkt wyjścia uznawał stabilizację, łagodzenie konfliktów i zachowawczą politykę bez populistycznych fajerwerków. Jego kontrkandydaci zapowiadali coś zupełnie innego. Rewolucję bez oglądania się na to czy czynione przez nich obietnice są możliwe do spełnienia oraz czy długoterminowy interes gospodarczy i geopolityczny Polski na ich ewentualnych decyzjach nie ucierpi działając w myśl dewizy, że „po nas choćby potop”. Przykro to stwierdzić, ale czynili tak pod publiczkę, która domagała się składania takich właśnie obietnic zdając sobie jednocześnie sprawę, iż pieniądze w gospodarce rynkowej nie biorą się znikąd. Żądali obietnic nie do spełnienia chcąc być oszukanymi, że wybierany przez nich kandydat w magiczny sposób znalezionym na krańcu tęczy garnkiem złota pokryje koszty populistycznych obietnic.

Ekonomia nie zna czegoś takiego jak cud. Kreacja pieniądza we współczesnej gospodarce ma swoje granice, a decyzje przyznające komuś cokolwiek powodują, że albo się równocześnie komuś innemu coś odbierze, albo spowoduje zwiększenie długu publicznego. W przeciwieństwie do populisty odpowiedzialny polityk to wie, dlatego mimo kosztu utraty części poparcia ma odwagę do podejmowania niepopularnych decyzji, których skutkiem ma być dobro państwa w dłuższej, niż jego kadencja perspektywie. Dlatego też mimo ogromnej politycznej ceny Rząd podjął decyzję o podwyższeniu wieku emerytalnego, której to z fundamentalnych w rozumieniu ekonomicznym względów gotów jestem jako decyzji bronić.

Jako kandydat na prezydenta Andrzej Duda obok wielu innych swych obietnic zadeklarował cofnięcie tej reformy nie bacząc, iż decyzja ta oznaczałaby w dłuższej perspektywie znaczące problemy z wypłacalnością państwa jako takiego, z czego musiał i zapewne zdawał sobie sprawę. To nie mogło i właśnie jak się okazuje nie zostanie spełnione, gdyż nie dalej jak kilka dni temu w jednej z wypowiedzi Prezydent Duda oświadczył, iż proponowana przez niego reforma daje możliwość wcześniejszego przejścia na emeryturę (w wieku 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn – czyli tak jak było), ale po przepracowaniu przynajmniej lat 40 co w istocie oznacza, że jedynie niewielki procent społeczeństwa będzie mogło na reformie skorzystać oczywiście pod warunkiem, że wejdzie ona w życie. Podobny los spotka prawdopodobnie w niedługim czasie obietnice wynoszącego 500 złotych świadczenia dla rodzin na drugie i kolejne dziecko oraz wiele innych projektów, których nie da się odpowiedzialnie zrealizować.

W tym kontekście powiedzieć można, że „złamał obietnice”, „oszukał”, ale przecież kogo mogą winić jego wyborcy? Tylko samych siebie, gdyż na fali emocji zapomnieli, że obietnice są po to, aby wygrać wybory, a nie je realizować.

Killion Munyama

Wybrane dla Ciebie