Choroba nowotworowa. Temat trudny, ale zapotrzebowanie na wsparcie ogromne.

Rozmowa z Danutą Gabryelczyk, o chorobie i stowarzyszeniu ludzi dotkniętych nowotworami

Plakaty na mieście sugerują, że przyszłe stowarzyszenie będzie wspierać tylko kobiety walczące z chorobą nowotworową? Pytam nieprzypadkowo, gdyż właśnie rozmawiałem ze znajomym, tuż po usunięciu nowotworu złośliwego. Nie znajdzie się dla niego miejsce?

Nie chcę sama decydować. Osobiście nie wykluczam udziału panów. Na początku myślałam, że stowarzyszenie będzie raczej wspierać kobiety, które przeszły nowotwory o „intymnym charakterze”. Zgłosiły się już jednak osoby z rakiem tarczycy, więc nie do końca tak będzie. Raczej ma skupiać osoby z szeroko pojętym rodzajem nowotworów. Choć zrobiłam taki sondaż w okolicy, z którego wynika, że póki co, panowie raczej nie chcą opowiadać o chorobie. Wszystko zależy od pierwszych spotkań założycielskich.

A co panią skłoniło do założenia stowarzyszenia?

Jestem po usunięciu nowotworu złośliwego, przeszłam chemioterapię. Mam duże wsparcie w rodzinie! Mam trzy wspaniałe koleżanki i kuzynkę, które mnie wspierają od samego początku, ale czegoś brakowało. Rozmowy z kimś, kto ma podobne przeżycia i doświadczenia. Często więc jestem na oddziale szpitalnym i rozmawiam z chorymi, którzy właśnie przechodzą leczenie. To jest duże wsparcie w chorobie. Stowarzyszenie miałoby spełniać taką rolę samopomocową.

Jest odzew na informacje o powstającym stowarzyszeniu?

Tak, jest. Choć częściej to rodziny pytają. Mają chorą osobę w domu, chcą, aby wyszła do ludzi, bo zamknęła się w sobie i jest w fatalnym stanie psychicznym. Na początku, po diagnozie, często stajesz się egoistyczny. Zamykasz się w sobie i unikasz wszystkiego. Jest to jednak  początkowym elementem walki z chorobą.

A jak to było u pani z ukrywaniem się i wolą walki z rakiem?

Siłę do walki dostałam tak naprawdę po pierwszej chemii, którą przeszłam dopiero po 2,5 miesiąca po operacji. A miała być po 3 tygodniach. Przy okazji dopadły mnie inne problemy zdrowotne. Aż do tego momentu grałam rolę silnej, pogodzonej z losem. …nie ukrywam, że też ze względu na najbliższych… . Dopiero po tzw.,,pierwszym wlewie” puściły emocje, co spowodowało, że zaczęłam walczyć, pytać i interesować się tematem na większą skalę. Wiem, że temat jest trudny, ale zapotrzebowanie ogromne.

Pani jak zareagowała na diagnozę?

Nie ukrywam, że dla mnie to był szok. Przecież regularnie się badałam, bo jestem w grupie ryzyka, a tu nagle nowotwór złośliwy. Dziwne, ale nie bałam się o siebie. Bardziej o to, co się stanie, gdy mnie zabraknie? Co to będzie… ?

Niebywałe i wymagające hartu. Powstające stowarzyszenie, miałoby być miejscem wymiany takich osobistych doświadczeń?

Dokładnie. Wyobrażam sobie jako miejsce spotkań członków np. z psychologiem lub lekarzem. Skupialibyśmy wszystkich, którzy chcą wspierać się nawzajem, ale ważny też jest czas wolny, który ma zadanie oderwać myśli, a więc coś dla duszy i ciała. Napotykam problemy organizacyjne, ale ciągle się uczę. Mamy wsparcie burmistrza, który obiecał pomoc w miarę możliwości. Wszystko jednak zależy od zainteresowania. Zapraszam 6 maja o godz.17 do Domu Harcerza przy ulicy Kolejowej ( wejście od strony przystanku PKS). Dziękuję przy okazji panu Tomaszowi Kałkowi za udostępnienie sali.

A może lepiej, aby powstał w Grodzisku oddział już działającego stowarzyszenia?

Myślałam o takiej formie. Jednak problem w tym, że trzeba przyjąć z góry narzucony statut i pewne działania. Powstające stowarzyszenie miałoby swoją niezależność, swój statut. Do istniejącego zawsze można się podłączyć. Od ludzi zależy jak to będzie działać.

Zauważyłem, że tryska pani zapałem do działania. To naprawdę rzadkie u ludzi dotkniętych tak ciężką chorobą.

 / śmiech/ Już tak mam. Albo coś robię, aby miało to sens, albo odpuszczam, gdy widzę, że nie ma sensu. Nic na siłę, chociaż mój ogromny optymizm wierzy, w powodzenie tak pięknej inicjatywy.

Rozmawiał:

Andrzej M. Mańkowski

2019-04-19

Wybrane dla Ciebie