“Bycie rodziną zastępczą, to ogromny wysiłek i odpowiedzialność, wynagradzana szczerą wdzięcznością dzieci.”

Kontynuujemy cykl publikacji Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie dotyczący rodzicielstwa zastępczego. Dziś prezentujemy artykuł, w którym rodzina zastępcza opisuje swoje doświadczenia związane z szkoleniem, współpracą z pracownikami PCPR, a także dzieli się emocjami, które towarzyszyły im w czasie z jednej strony niezwykle trudnym zarówno dla samych rodziców zastępczych, jak i dzieci, z drugiej zaś – dającym poczucie spełnienia i satysfakcji wynikającej z osiąganych sukcesów na polu wychowawczym.

Dla nas bycie rodziną zastępczą, to ogromny wysiłek i odpowiedzialność, wynagradzana szczerą wdzięcznością dzieci. Decyzję o byciu rodziną zastępczą podejmowaliśmy przez długi okres czasu. Mieliśmy jedną córkę, stabilną sytuację i dom w którym było dużo wolnego miejsca. Zależało nam, aby w naszym codziennym życiu był gwar dzieci, z którymi spędzalibyśmy wolny czas. Po rozmowie wstępnej w PCPR, zrozumieliśmy że niezawodowa rodzina zastępcza to spełnienie naszych oczekiwań i realizacja wewnętrznej potrzeby pomagania innym.

W trakcie szkolenia organizowanego przez PCPR dowiedzieliśmy się o wielu rzeczach, których nie byliśmy świadomi i nie były dla nas oczywiste. Podczas wspólnie spędzonych godzin dowiedzieliśmy się o problemach, które mogą nas spotkać. Wielokrotnie zwracano nam uwagę, że pobyt dzieci w rodzinie zastępczej może mieć charakter tymczasowy, po którym mogą wrócić do swojej rodziny biologicznej (np. po zakończeniu leczenia odwykowego przez rodzica), co mogłoby budzić nasze wątpliwości. Omawialiśmy najcięższe problemy dzieci, które zostały umieszczone w pieczy zastępczej, co było dla nas lekcją dotyczącą tego z czym możemy się mierzyć, jak pracować z dzieckiem posiadającym problemy, i jak je pokonywać lub przynajmniej ograniczyć. Szkolenie ukończyliśmy z przeświadczeniem, że chcemy być rodziną zastępczą, oraz że nie zostaniemy bez pomocy, gdy natrafimy na problemy. Zawsze mamy się do kogo zwrócić po pomoc.

Dwa lata temu doszło do powiększenia się naszej rodziny, umieszczono dwóch chłopców w pieczy zastępczej, urodziła nam się druga córka. W dniu, w którym przywieziono do nas chłopców nasze dotychczasowe życie mocno się zmieniło i postawiło przed nami mnóstwo całkowicie nowych wyzwań. Chłopcy od progu byli bardzo otwarci na kontakt z nami, z zaciekawieniem przyglądali się nowemu domowi i bez żadnego skrępowania zaczęli bawić się z naszą córką.  W pierwszej kolejności musieliśmy dla nich zorganizować jakieś ubrania, buty, bieliznę, zabawki, przybory higieniczne, jednym słowem wszystko. Szybko okazało się, że chłopcy potrzebowali pomocy w każdym aspekcie życia. Pomimo tego, że ukończyli pierwszą klasę szkoły podstawowej nie potrafili czytać, kolorować, rysować równych szlaczków, ich zdrowie także było zaniedbane. Problemy mieli także ze skupieniem uwagi, higieną, podstawowymi zasadami. Stopniowo, z dnia na dzień zaczęliśmy z nimi pracować, uczyć, odpowiadać na każde pytanie, wyjaśniać wszystko co chcieli wiedzieć. Było bardzo dużo do zrobienia, a my nie chcieliśmy ich tym wszystkim przytłoczyć. Niektóre problemy rozwiązaliśmy od ręki, inne wymagały wielu ćwiczeń i rozmów, przypominania, a w sprawie innych trzeba było odczekać na swoje miejsce w kolejce. Każdy nasz wspólny wyjazd był dla nich dużą porcją nowości i okazją do zadawania kolejnych pytań. Często musieliśmy wyjaśniać im podstawowe pojęcia, np. gdy na jezioro w Stęszewie powiedzieli, że „to jest morze i że oni też kiedyś byli nad takim morzem”. Innym razem, w Poznaniu, gdy na pytanie co jedzie przed nami, odpowiedziałem że to tramwaj – usłyszałem: „Przecież tramwaje nie istnieją!”. Wspólnie spędzony czas jest dla nas bardzo ważny, pomimo że jesteśmy razem już dwa lata, w dalszym ciągu jesteśmy zaskakiwani. Jednak nie zawsze jest tak różowo. Zdarzają się problemy, których rozwiązanie zajmuje dużo czasu i musimy szukać porady wśród znajomych lub specjalistów. Tym większa jest nasza satysfakcja, gdy uda nam się chociażby częściowo poradzić z trudną sytuacją. Rodzice biologiczni w tej chwili nie wykazują już żadnego zainteresowania swoimi dziećmi, nawet nie dzwonią do nich porozmawiać lub zapytać czy są zdrowi, jakie mają postępy w szkole. Z drugiej strony chłopcy nadal starają się o kontakt z matką, niestety bez wzajemności. Traktujemy chłopców  jak swoje dzieci, w ferworze zajęć i obowiązków nie zastanawiamy się co będzie, jeżeli zapadnie decyzja o przeniesieniu ich pod inną opiekę. Cały czas staramy się dbać o rozwój wszystkich dzieci. Lubimy motywować ich do samodzielnego działania, stawiać im kolejne wyzwania i nagradzać każdą dobrą wolę. Kończy się rok szkolny, przed nami wakacje, a my jesteśmy dumni, że udało nam się zorganizować wyjazdy na obozy dla dzieci. Będzie to dla nich trening samodzielności, poznają nowych rówieśników i regiony Polski, w których jeszcze nie byli. My także na tym skorzystamy, mając kilka dni ciszy w domu, postaramy się odpocząć, nabrać sił. Niejednokrotnie zatęsknimy za dziećmi i tym bardziej ucieszymy się na ich powrót. Mamy także zaplanowany kilkudniowy urlop dla całej naszej rodziny.

Nie żałujemy podjętej decyzji o stworzeniu rodziny zastępczej, wiemy że pomagamy i mamy z tego olbrzymią satysfakcję, nic więcej nam nie potrzeba. Na pewno wiele rzeczy można zrobić inaczej niż my robimy, pewnie nawet lepiej, ale dajemy z siebie wszystko. Wiele osób z uznaniem ocenia naszą pracę, a wiedząc z jakiego środowiska chłopcy zostali zabrani nie mamy żadnych wątpliwości, że oni na tym też korzystają.

Fot. Iwona Olczyk z Pixabay

Wybrane dla Ciebie

Autor: PGO24