27 stycznia 1945 – Tragiczny dzień wyzwolenia Grodziska

27 stycznia –mija 71 lat od chwili, kiedy w 1945 roku wojska radzieckie 11 korpusu pancernego 1 Frontu Białoruskiego płk. Amazaspa Babadżaniana po kilkudniowej operacji wyzwoliły Grodzisk spod okupacji hitlerowskiej. Dzień wyzwolenia zapisał się w historii miasta nie tylko radośnie, ale również tragicznie.

Wracamy dziś do niezwykle mroźnej zimy roku 1945. Od połowy stycznia rusza po niemal półrocznej przerwie ofensywa Armii Czerwonej z nad rzeki Wisły. 17 stycznia wyzwolona zostaje Warszawa, wojska radzieckie bardzo szybko wbijają się klinem w stanowiska niemieckie i prą w stronę rzeki Odry- ostatniej zasieki chroniącej stolicę III Rzeszy – Berlin.

Na tej trasie – Armia Czerwona późnym wieczorem, 24 stycznia wkracza na obrzeża Ptaszkowa. Tam nad ranem 25 stycznia, dochodzi do ciężkich walk. W ich trakcie od strony Lulina, oraz z drugiej strony wsi w rejonie toru kolejowego wojska radzieckie przełamują niemiecką obronę. Hitlerowcy wycofują się w stronę Grodziska.

W pamięci żyjących jeszcze nielicznych mieszkańców Ptaszkowa zachowały się wspomnienia strzelaniny prowadzonej w siarczystym mrozie styczniowym oraz masakry jaka spotkała składający się z bardzo młodych Niemców oddział hitlerowców idących na Ptaszkowo, wzdłuż szosy z Grodziska. Prawie wszyscy zginęli i wg relacji świadków zostali pochowani na jednym z pól pod stogiem słomy, bo z uwagi na temperaturę, tylko tam można było wykopać mogiłę. W ostatnich latach ekspedycje polsko –niemieckie poszukują w tych rejonach śladów ciał niemieckich żołnierzy.

W tych dniach w Grodzisku trwa panika wśród żyjących tu Niemców. Administracja cywilna wyjeżdża z miasta 25 stycznia. Dwa dni wcześniej rozpoczęła się ewakuacją rodzin niemieckich. Do miasta przybyło wojsko frontowe, wśród nich jednostka SS.

26 stycznia w rejonie Piask rozpoczyna się decydujące natarcie radzieckie. Tam Niemcy ostrzeliwani przez rosyjskie czołgi wycofują się, w kierunku Czarnej Wsi i Jabłonny. W majątku Piaski pozostawili magazyn amunicji artyleryjskiej. Armia radziecka zaczęła prowadzić działania oskrzydlające miasto próbując je obejść od strony Grąblewa i Strzelc, oraz z drugiej strony od Młyniewa i Ujazdu.

Oddziały piechoty SS stacjonujące w Grodzisku, wzorem artylerzystów wycofały się wieczorem, również w kierunku Kąkolewa, Czarnej Wsi i Jabłonny.

O świcie, w sobotę 27 stycznia grupa mieszkańców wyprawiła się do Rosjan i z rejonu Pantaleonowa wprowadziła Armię Czerwona do opuszczonego przez okupantów miasta. Wśród nich byli min. Józef Bamber, Feliks Kubiak i Józef Urban.

W mieście z wolna następował stan radości. Na ulice zaczęli wychodzić ludzie i gromadzić się na rynku. Nikt nie przeczuwał, że chwila niewątpliwej radości z wyrzucenia okupantów w ciągu kolejnych minut i godzin zamieni się w chwile grozy i rozpaczy dla kilku grodziskich rodzin. Nagle bowiem nad zgromadzonymi na Rynku mieszkańcami i żołnierzami radzieckimi pojawiły się samoloty niemieckie, zbombardowały i ostrzelały plac. W jednej z relacji wspomnieniowej z tamtego dnia Grodziszczanin Leon Hoffmann opowiadał: „W godzinach popołudniowych do miasta wjechały rosyjskie czołgi i samochody opancerzone. Gdy samochody te wjechały na Stary Rynek były owacyjnie witane przez mieszkańców…, Nagle na małej wysokości pojawiło się nad rynkiem kilka samolotów niemieckich. Nikt z obecnych nie zdawał sobie sprawy z niebezpiecznej sytuacji jaka się wytworzyła. Samoloty zrzuciły bomby, które zniszczyły lub uszkodziły kilka budynków w rynku i jego okolicy. To wszystko mogło trwać kilkanaście sekund, samoloty odleciały, pojazdy pancerne nie ucierpiały, ludzie witający żołnierzy gdzieś znikli, natomiast na bruku rynku pozostali ranni cywile i kilku żołnierzy rosyjskich.”

Rannymi zaopiekowali się lekarze i siostry zakonne które w tamtym czasie pracowały w szpitalu. Okazało się że podczas nalotu zginęło sześciu mieszkańców Grodziska: Stanisław Kałek, Andrzej Leśniczak, Michał Tomaszewski, Florian Wieczorek, Kajetan Kaczmarek i Teofil Kiciński. Wśród rannych byli: Kazimierz Dolata, Franciszek Nowak, Wojciech Karpiński, Feliks Sibert, Lech Formanowski, Jerzy Badurski, Wacław Gawroński i Marek Bochyński.
Marek Bochyński zmarły przed kilku laty, wieloletni pracownik biurowy grodziskiego ratusza, kojarzony przez wielu dzisiejszych mieszkańców, również z praca w grodziskiej orkiestrze, w której zajmował się sprawami biurowymi, został ranny właśnie w ratuszu. W dzień wyzwolenia wspólnie zresztą z zabitym wtedy Teofiloem Kicinskim – sekretarzem notarialnym rozpoczynali w ratuszu formowania powojennej administracji. M. Bochyński słysząc zbliżające się samoloty niemieckie zbiegał, aby ukryć się w ratuszowej piwnicy. Wybuch na Rynku spowodował że odłamek bomby wpadł przez okno i trafił w plecy Marka Bochyńskiego, a podmuch wrzucił go do piwnicy. Teofil Kiciński sekretarz notarialny stracił rękę, a w kilka dni później zmarł w szpitalu od odniesionych ran i braku dostatecznej opieki. Rany odnieśli również Franciszek Nowak i Kazimierz Dolata, którym po nalocie radziecki lekarz frontowy amputował nogi. Również ranny w nogę został Jerzy Badurski, wówczas czternastolatek, który swoje dramatyczne przeżycia opisał w wydanej kilka lat temu przez Towarzystwo Miłośników Ziemi Grodziskiej wspomnieniach pt. „Grodzisk Wielkopolski mojego dzieciństwa”.
Sebastian Skrzypczak

Na zdjęciu : Defilada wojsk polskich z garnizonu grodziskiego oraz żołnierzy z radzieckiej komendantury miasta w maju 1945 roku. (zdjęcie ze zbiorów Muzeum Ziemi Grodziskiej)

Sebastian Skrzypczak

Wybrane dla Ciebie

Autor: PGO24